niedziela, 26 października 2014

Rozdział 2
Zazwyczaj rozmawialiśmy z Tate'em kiedy szliśmy gdziekolwiek ale nie tym razem. Nie lubiłam gorąca, chociaż jak byłam młodsza mogłam siedzieć cały dzień w słońcu. Przechodziliśmy koło 16 latek wymalowanych, które wyglądały na 19. Co się dzieje z tym światem. Nawet zombie by tego nie dotknął, chociaż ludzie kochają "tapeciary". 
Czasami, przed zjedzeniem człowieka pytałam się "czym jestem?" odpowiadali,że stawiają na wampira albo jakiś rodzaj zombie. Zawsze się z nich śmiałam wampiry wypijają krew z człowieka,a my jemy jego ciało. Często ze sobą współpracujemy. Oni znajdują ludzi i karmią się nimi, Ghul'e dostają posiłek oraz tuszują dowody zbrodni. Żywi na nas polują na istoty z świata podziemia. Jest nas mało, jesteśmy gatunkiem na wyginięciu! Nas powinno się chronić...
Poczułam szturchnięcie w ramię spojrzałam się na osobę, która zrobiła to. Przyjaciel ze swoim dziwnym uśmieszkiem starał sie nie śmiać.
-Czoś się stało?-Spytałam z zabójczym spojrzeniem
-Tak zaraz będziemy na miejscu, a ty nic nie mówisz. Wiesz to jest dziwne-Odpowiedział z dziwną miną jakiej jeszcze nie widziałam. Pomieszana z opiekuńczym spojrzeniem i z szczęściem? Mało było Ghoul'i zadowolonych ze swojego życia. -Nie martw się, jakby było coś nie tak powiedziałabym ci to-rzekłam i przytuliłam się do niego.Przed moimi oczami pojawił się jeden z najstarszych domów w mieście. W tym budynku mieszkało większość nowicjuszy. Pchnęłam starą zerdzewiała furtkę. Jak zwykle znajome skrzypienie przywitał mnie dom. W powietrzu było czuć śmierć oraz intensywny zapach metalu.Chodnik prowadzący na werandę domu był popękany w niektórych miejscach.Szybkim krokiem dotarliśmy do drzwi, zapukałam. Po chwili jeden z przedstawicieli ochroniarzy uchylił lekko wrota. 
-Kim jesteś i czego tu szukasz?-Zapytał się zrobiłam groźną minę.-Co miesiąc mnie widzisz...Otwieraj-powiedziałam, po pchnęłam drzwi. Ochroniarz cofnął się robiąc groźną minę.
-Spokojnie młody bo cię mama nie pozna-powiedziałam, Tate nigdy nic nie mówił. Dom przypominał jakiś chlew. Na podłodze rozlana krew, człowieka albo ghula...  Poszłam do sali narad. Większość osób już była, czekali na mnie. -Co tu się dzieje!

sobota, 25 października 2014

Rozdział 1
Własnie rozpoczynały się wakacje. Wszyscy świętowali z tego błahego powodu. Dzieci hałasowały na podwórku. Ja sama siedziałam na balkonie był taki upał, ze nie dało się wytrzymać. Każde okno było otwarte by sprowadzić namiastkę chłodu do mieszkania. W głośnikach komputera można było usłyszeć "Guns and Roses". Byłam głodna, a głodny człowiek (znaczy jeśli można mnie uznać jeszcze za człowieka) to zły człowiek. Poprawiłam swoje czarne włosy snując się po korytarzu. Dotarłam do lodówki pociągnęłam klamkę. Ujrzałam zapakowane hermetycznie mięso. Mniaam... Ślinka cieknie na ten widok. Wyciągnęłam jeden z woreczków -Ludzkie mięsoo-powiedziałam do siebie, oczy zmieniły kolor na czarny,a obramowanie tęczówki zmieniło kolor na czerwony. Ten zapach aż przyprawiał mnie do szaleństwa! Rozerwałam woreczek, a zawartość położyłam na talerzu. Wyciągnęłam widelec z szuflady. Usłyszałam pukanie do drzwi.. Uhggg w spokoju mi nie pozwolą zjeść. Włożyłam talerz do lodówki zamykać ją przy tym. Przeczesałam włosy. Oczy miały już ten sam kolor- morski. Podeszłam do drzwi. Otworzyłam je,a w nich stała sąsiadka skarżąca się na hałas. Powiedziała, ze zaskarży mnie, pewnie niech sobie robi co chce. Kobieta swoim jakże kaczkowatym krokiem poszła do swojego domu. Trzasnęłam drzwiami. Mam to gdzieś do 22 mogę robić co chce! Ale jej i tak to cholera nie obchodzi. Wróciłam do kuchni wyciągnęłam talerz. Wzięłam mięso do ręki i dogryzałam kawałek. Jedno z moich ulubionych zajęć. Usłyszałam jak ktoś krzyczał moje imię "Elizabeth". Wyjrzałam przez okno w salonie na podwórku stał chłopak. Właściwie w moim wieku. Wyglądał na tyle. Nagle poczułam się jak tego okropnego dnia...
 Stałam tak rozmawiając i śmiejąc się. Chłopak miał na imię  Leonardo. Chociaż każdy nazywał go Leo... Wyszliśmy na kawę potem do kina. Leo nie odprowadził mnie do domu szłam sama ulicami miasta. Stwierdziłam iż nikogo nie ma o 24 w nocy więc pójdę skrótem. Jednej w uliczce czaiła się zamaskowana postać. Była cała w krwi... Pisnęłam ze strachu zaczęłam uciekać ale mnie dogonił, złapał i skręcił mi kark. Po paru latach wróciłam. Przebudziłam się jako istota, która pragnęła zabijać i jeść ludzkie mięso. Pierwszą osobą był człowiek, który zabił mnie. Miał dwójkę dzieci oraz żonę. Fajna rodzinka. Pragnęłam zemsty, miałam szanse i ją wykorzystałam. Zabiłam,a potem zjadłam mojego zabójce. Ale to dziwnie brzmi. Nie wiedziałam gdzie się udać... Szłam całymi dniami i nocami. Jadłam ile się dało. Aż trafiłam na osobę taką jak ja Tate mi pomógł ze wszystkim stworzyć nową osobę, wyprowadziliśmy się do Anglii nikt nas nie znał. Mieszkaliśmy razem aż do dzisiaj.
Pomachałam mu, zniknęłam w głębi domu. Wyłączyłam muzykę. Zabrałam swoje rzeczy:klucze telefon oraz kurtkę. Ubrałam buty i wyszłam. Tate czekał w miejscu, gdzie go widziałam. Z uśmiechem na twarzy przytuliłam chłopaka. Dzisiaj mieliśmy iść na spotkanie rady. Każda osoba z słonościami do zabijania czy jedzenie ludzkiego mięsa proszona była o przyjście.