środa, 30 marca 2016

Rozdział 11
Wlepiłam wzrok w nadchodzącego Ghule'a. Był przypakowany i na pewno nie mieszkał tutaj. Możliwe, że pochodził z innego klanu. Z uśmieszkiem na twarzy wpatrywał się we mnie. Mój instynkt podpowiadał mi coś nie było tak jak powinno. Dlaczego odegrał tą szopkę. Nagle zobaczyłam rozciągający się cień po mojej lewej. Ktoś się zbliżał. Wróg czy przyjaciel. Po chwili było czuć zapach ludzkiego mięsa, ktoś wybrał się pobiegać. Nie było czasu na myślenie. Z moich pleców wyrosły kolejny kagun. Rozpędziłam się i zakatowałam nieznajomego. Przy zbliżeniu do niego zrobił unik i moja macka przedarła powietrze centralnie koło jego głowy. Niestety złapał za nią i wykręcił w bok. Poczułam niewyobrażalny ból, który przeszył całe moje ciało. Nie mogłam się ruszyć przez dobre 5 sekund. Przeciwnik to wykorzystał i uderzył mną o ścianę robiąc przy tym ogromną dziurę. Druga wolna macka pociągła go za nogę, nie spodziewał się tego bo nagle upadł  z hukiem na ziemię. Na chwiejnych nogach wstałam  baaaaardzo wkurzona całym zajściem. Czułam jak moja krew przepływa i pulsuje w moim ciele. Strzeliłam palcami, a z pleców wyrosły kolejne 2 macki. Gotowe do ataku. Były przygotowane na każdy ruch. Podchodząc do leżącej osoby wbiłam każdą z kagunów w jego nogi i ręce. Ten wyrywał się i szarpał rozwalają przy tym swoje ciało. Było pełno krwi w dodatku bardzo młodej. Chłopak chciał złapać mnie za macki. Wbijał i podciągał się w góre. Skóra i wszystkie mięśnie się rozrywały 
-Kim jesteś?-Warknęłam nie usłyszałam odpowiedz więc następy kagun wyrósł z moich pleców. Wbijał się delikatnie w brzuch chłopaka. Chciałam jedynie wyciągnąć informacje nie zabić, pomału czułam jak moja zwierzyna przestaje się w końcu ruszać.
-Luke- mówił dławiąc się własną krwią. Może trochę przegięłam
-Czemu mnie zakatowałeś?
-Pachniesz smakowicie.-powiedział wystawiając swoje uzębienie i próbując mnie ugryź w powietrzu. Normalne zachowanie Świeżaków. Wyciągając kaguny  jedną po drugim słyszałam jak skamlał z bólu. Nie wiedziałam co robić, zostawiając go może narazić się na łowców,a z drugiej nie znam go.
-Masz klan? Lub swojego mistrza?
-Co mam?
-Wstawaj... Załatwimy Ci trochę pożywienia
***
**
*
Czułam jak coś było nie tak. Cały czas jakby ktoś nas obserwował. Spojrzałam się na Luka i kazałam ubrać kaptur bo jego oczy nie wróciły do normy. Czerwono-czarne ślepia przerażają wszystkich przechodniów.
-W sumie to gdzie mnie prowadzisz?
-W miejsce gdzie jest więcej takich jak my
-Więcej? Myślałem, że Ghule to tylko pogłoski, a stałem się jednym z nich...
-Większość rzeczy które ludzie uważają za "zmyślone" tak naprawdę są prawdą
-Czyli wilkołaki, czarodzieje i wróżki?
-Dzieci księżyca, magowie tak. Wróżki to małe chochliki. Żadne z tych postaci nie spotkasz w mieście. Wolą odludne życie.-Powiedziałam otwierając furtkę, Luke nie był pewny czy wejść.
-Wchodzisz? Czy raczej chcesz zostać złapany przez łowców?-Mówiłam puszczając drzwiczki. W ostatniej chwili Luke je złapał i przeszedł przez bramę.Chyba myślał, że poczuje różnice. Pamiętam swoje pierwsze wejście do klanu. Ahhhh... Wchodząc po schodach było czuć odór ciała ludzkiego. Trzeba będzie coś z tym zrobić.
-Zapomniałam Ci powiedzieć. Wchodząc tam będziesz musiał wysłuchiwać wszystkich rozkazów "Mistrza", czyli mnie. Naznaczą Cię znakiem klanu. Nie boli. Jesteś pewny, że chcesz wstąpić? Nikogo nie zmusza...
-Tak. Chcę wstąpić jeśli nauczę się nad sobą panować-Powiedział, a ja otworzyłam i wpuściłam go do środka
-Welcome home...Luke.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Rozdział 10
Siedząc na schodach obserwowałam cała sytuację jaka nastała. Z cichego holu nagle nastał chaos, strażnicy nie umieli zbytnio ich wszystkich opanować. Potrzebne będą dodatkowe szkolenia dla całej służby. Gdy nagle gwar panujący ucichł, pomału wstałam i wspięłam się wyżej zrównując swój wzrost z Tatem. Widziałam skierowane z ciekawością oczy, tych starszych jak Świeżaków.
-Ekhem... Dzisiaj  zmieniono mistrza domu. Nasz pan Valentine powierzył to zadanie młodej krwi. Elizabeth-Powiedział jeden z moich mówców. Nigdy Valentine nie mówił nic tylko jego zastępcy albo wyznaczona służba. Nastał wielki szum, w tłumie czerwonych oczu szukałam dobrze mi znanych. Alex nie stawiła się na wezwanie. Westchnęłam cicho ale z powaga przyglądałam się innym. Tate kącikiem oczu spojrzał się na mnie, chcą przekazać mi trochę otuchy. Cóż nie zadziałało, nigdy nie lubiłam przemawiać przed wielkimi tłumami. Peszyło mnie to, chociaż tym razem nie miałam wyjścia.
-Dzień dobry, jak powiedział mój przed mówca jestem nową mistrzynią domu. Co się z tym wiążę? Dużo spraw. Będziemy zmieniać zasady. Od teraz na każde wezwanie starzyzny bez wyjątku macie się wstawić. Ten fakt niektórych może wkurzyć, ale prawda jest taka, ze się tym nie przejmuje. Od jutra  zostaną wznowione nauki sztuk walki dla Ghuli. Nie popieram tego ale trzeba się bronić. Doszły nas słuchy iż zaczęli ginąc członkowie domu. Dla naszego oraz waszego bezpieczeństwa macie podpisać się na liście,  która zaraz będzie rozdana. Proszę podpisać się całym swoim imieniem oraz kiedy dołączyliście do klanu.- mówiłam wszytko bez żadnej pauzy. Gdzie niegdzie widziałam srogo nastawione Ghule. Nie spodobał im się chyba nowe warunek.
-Bym zapomniała kto, źle się podpisze zostanie znaleziony. Uznajmy to za zwykła listę obecności. Nowy regulamin domu zawiśnie w przeciągu paru dni Kto nie będzie się do niego stosować czeka sroga kara.-powiedziałam schodząc powoli. Miałam nadzieje, że wszystko na samym początku zostało wyjaśnione. Dzień po malutko  już się kończył. Jeszcze mogą żyć starym życiem, bez żadnych obowiązków. Nie to co za moich młodzieńczych czasów.  Kto nie potrafił przetrwać zostawał od razu przydzielony do służby.

Czekałam na zewnątrz chwilę na Tate'a który rozmawiał z paroma osobami zanim wyszłam. "Znowu się spóźnia"-pomyślałam otwierając furtkę. Spojrzałam  się jeszcze raz na stary dom. Trzeba będzie remont zrobić dachu oraz odświeżyć kolor na zewnątrz. Nie za ciekawie prezentował się dom. Większość nadnaturalnych myśli, że za bardzo Ghule się wychylają. To bardzo możliwe. Jeszcze raz spojrzałam czy przyjaciel nie szedł. Nikogo nie było drzwiach, zrobiłam jeden krok do starego mieszkania. Było całkowicie ciemno. Księżyc zasłoniły chmury. Jak na letni wieczór było dość niezwykle patrzeć na białe obłąki płynące z wiatrem. Cichy spacer przerwała kłótnia jakiś dziewczyn. Ubliżały sobie jak nie jeden dorosły. Może po 13 lat miały. Gdy mnie zobaczyły to zaczęły do siebie szeptać. Trochę dziwne były, wzruszyłam ramionami i skupiłam się na oddychaniu. Nie potrzebujemy oddychać ale odróżnić by było gorzej. Prawie znajdowałam się przy moim mieszkaniu gdy jakiś chłopak zaczepił mnie.
-Pooomocy!!!-Krzyczał już miałam po prostu go zostawić, kiedy z jego cienia wyłoniła się czarno-czerwony kagune. Instynktownie odskoczyłam na bok i moja macka obroniła mnie od ataku. Syknęłam wpatrując się czerwonymi oczami w osobę wyłaniającą się z cienia.