Rozdział 10
Siedząc na schodach obserwowałam cała sytuację jaka nastała. Z cichego holu nagle nastał chaos, strażnicy nie umieli zbytnio ich wszystkich opanować. Potrzebne będą dodatkowe szkolenia dla całej służby. Gdy nagle gwar panujący ucichł, pomału wstałam i wspięłam się wyżej zrównując swój wzrost z Tatem. Widziałam skierowane z ciekawością oczy, tych starszych jak Świeżaków.
-Ekhem... Dzisiaj zmieniono mistrza domu. Nasz pan Valentine powierzył to zadanie młodej krwi. Elizabeth-Powiedział jeden z moich mówców. Nigdy Valentine nie mówił nic tylko jego zastępcy albo wyznaczona służba. Nastał wielki szum, w tłumie czerwonych oczu szukałam dobrze mi znanych. Alex nie stawiła się na wezwanie. Westchnęłam cicho ale z powaga przyglądałam się innym. Tate kącikiem oczu spojrzał się na mnie, chcą przekazać mi trochę otuchy. Cóż nie zadziałało, nigdy nie lubiłam przemawiać przed wielkimi tłumami. Peszyło mnie to, chociaż tym razem nie miałam wyjścia.
-Dzień dobry, jak powiedział mój przed mówca jestem nową mistrzynią domu. Co się z tym wiążę? Dużo spraw. Będziemy zmieniać zasady. Od teraz na każde wezwanie starzyzny bez wyjątku macie się wstawić. Ten fakt niektórych może wkurzyć, ale prawda jest taka, ze się tym nie przejmuje. Od jutra zostaną wznowione nauki sztuk walki dla Ghuli. Nie popieram tego ale trzeba się bronić. Doszły nas słuchy iż zaczęli ginąc członkowie domu. Dla naszego oraz waszego bezpieczeństwa macie podpisać się na liście, która zaraz będzie rozdana. Proszę podpisać się całym swoim imieniem oraz kiedy dołączyliście do klanu.- mówiłam wszytko bez żadnej pauzy. Gdzie niegdzie widziałam srogo nastawione Ghule. Nie spodobał im się chyba nowe warunek.
-Bym zapomniała kto, źle się podpisze zostanie znaleziony. Uznajmy to za zwykła listę obecności. Nowy regulamin domu zawiśnie w przeciągu paru dni Kto nie będzie się do niego stosować czeka sroga kara.-powiedziałam schodząc powoli. Miałam nadzieje, że wszystko na samym początku zostało wyjaśnione. Dzień po malutko już się kończył. Jeszcze mogą żyć starym życiem, bez żadnych obowiązków. Nie to co za moich młodzieńczych czasów. Kto nie potrafił przetrwać zostawał od razu przydzielony do służby.
Czekałam na zewnątrz chwilę na Tate'a który rozmawiał z paroma osobami zanim wyszłam. "Znowu się spóźnia"-pomyślałam otwierając furtkę. Spojrzałam się jeszcze raz na stary dom. Trzeba będzie remont zrobić dachu oraz odświeżyć kolor na zewnątrz. Nie za ciekawie prezentował się dom. Większość nadnaturalnych myśli, że za bardzo Ghule się wychylają. To bardzo możliwe. Jeszcze raz spojrzałam czy przyjaciel nie szedł. Nikogo nie było drzwiach, zrobiłam jeden krok do starego mieszkania. Było całkowicie ciemno. Księżyc zasłoniły chmury. Jak na letni wieczór było dość niezwykle patrzeć na białe obłąki płynące z wiatrem. Cichy spacer przerwała kłótnia jakiś dziewczyn. Ubliżały sobie jak nie jeden dorosły. Może po 13 lat miały. Gdy mnie zobaczyły to zaczęły do siebie szeptać. Trochę dziwne były, wzruszyłam ramionami i skupiłam się na oddychaniu. Nie potrzebujemy oddychać ale odróżnić by było gorzej. Prawie znajdowałam się przy moim mieszkaniu gdy jakiś chłopak zaczepił mnie.
-Pooomocy!!!-Krzyczał już miałam po prostu go zostawić, kiedy z jego cienia wyłoniła się czarno-czerwony kagune. Instynktownie odskoczyłam na bok i moja macka obroniła mnie od ataku. Syknęłam wpatrując się czerwonymi oczami w osobę wyłaniającą się z cienia.
-Pooomocy!!!-Krzyczał już miałam po prostu go zostawić, kiedy z jego cienia wyłoniła się czarno-czerwony kagune. Instynktownie odskoczyłam na bok i moja macka obroniła mnie od ataku. Syknęłam wpatrując się czerwonymi oczami w osobę wyłaniającą się z cienia.