środa, 30 marca 2016

Rozdział 11
Wlepiłam wzrok w nadchodzącego Ghule'a. Był przypakowany i na pewno nie mieszkał tutaj. Możliwe, że pochodził z innego klanu. Z uśmieszkiem na twarzy wpatrywał się we mnie. Mój instynkt podpowiadał mi coś nie było tak jak powinno. Dlaczego odegrał tą szopkę. Nagle zobaczyłam rozciągający się cień po mojej lewej. Ktoś się zbliżał. Wróg czy przyjaciel. Po chwili było czuć zapach ludzkiego mięsa, ktoś wybrał się pobiegać. Nie było czasu na myślenie. Z moich pleców wyrosły kolejny kagun. Rozpędziłam się i zakatowałam nieznajomego. Przy zbliżeniu do niego zrobił unik i moja macka przedarła powietrze centralnie koło jego głowy. Niestety złapał za nią i wykręcił w bok. Poczułam niewyobrażalny ból, który przeszył całe moje ciało. Nie mogłam się ruszyć przez dobre 5 sekund. Przeciwnik to wykorzystał i uderzył mną o ścianę robiąc przy tym ogromną dziurę. Druga wolna macka pociągła go za nogę, nie spodziewał się tego bo nagle upadł  z hukiem na ziemię. Na chwiejnych nogach wstałam  baaaaardzo wkurzona całym zajściem. Czułam jak moja krew przepływa i pulsuje w moim ciele. Strzeliłam palcami, a z pleców wyrosły kolejne 2 macki. Gotowe do ataku. Były przygotowane na każdy ruch. Podchodząc do leżącej osoby wbiłam każdą z kagunów w jego nogi i ręce. Ten wyrywał się i szarpał rozwalają przy tym swoje ciało. Było pełno krwi w dodatku bardzo młodej. Chłopak chciał złapać mnie za macki. Wbijał i podciągał się w góre. Skóra i wszystkie mięśnie się rozrywały 
-Kim jesteś?-Warknęłam nie usłyszałam odpowiedz więc następy kagun wyrósł z moich pleców. Wbijał się delikatnie w brzuch chłopaka. Chciałam jedynie wyciągnąć informacje nie zabić, pomału czułam jak moja zwierzyna przestaje się w końcu ruszać.
-Luke- mówił dławiąc się własną krwią. Może trochę przegięłam
-Czemu mnie zakatowałeś?
-Pachniesz smakowicie.-powiedział wystawiając swoje uzębienie i próbując mnie ugryź w powietrzu. Normalne zachowanie Świeżaków. Wyciągając kaguny  jedną po drugim słyszałam jak skamlał z bólu. Nie wiedziałam co robić, zostawiając go może narazić się na łowców,a z drugiej nie znam go.
-Masz klan? Lub swojego mistrza?
-Co mam?
-Wstawaj... Załatwimy Ci trochę pożywienia
***
**
*
Czułam jak coś było nie tak. Cały czas jakby ktoś nas obserwował. Spojrzałam się na Luka i kazałam ubrać kaptur bo jego oczy nie wróciły do normy. Czerwono-czarne ślepia przerażają wszystkich przechodniów.
-W sumie to gdzie mnie prowadzisz?
-W miejsce gdzie jest więcej takich jak my
-Więcej? Myślałem, że Ghule to tylko pogłoski, a stałem się jednym z nich...
-Większość rzeczy które ludzie uważają za "zmyślone" tak naprawdę są prawdą
-Czyli wilkołaki, czarodzieje i wróżki?
-Dzieci księżyca, magowie tak. Wróżki to małe chochliki. Żadne z tych postaci nie spotkasz w mieście. Wolą odludne życie.-Powiedziałam otwierając furtkę, Luke nie był pewny czy wejść.
-Wchodzisz? Czy raczej chcesz zostać złapany przez łowców?-Mówiłam puszczając drzwiczki. W ostatniej chwili Luke je złapał i przeszedł przez bramę.Chyba myślał, że poczuje różnice. Pamiętam swoje pierwsze wejście do klanu. Ahhhh... Wchodząc po schodach było czuć odór ciała ludzkiego. Trzeba będzie coś z tym zrobić.
-Zapomniałam Ci powiedzieć. Wchodząc tam będziesz musiał wysłuchiwać wszystkich rozkazów "Mistrza", czyli mnie. Naznaczą Cię znakiem klanu. Nie boli. Jesteś pewny, że chcesz wstąpić? Nikogo nie zmusza...
-Tak. Chcę wstąpić jeśli nauczę się nad sobą panować-Powiedział, a ja otworzyłam i wpuściłam go do środka
-Welcome home...Luke.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Rozdział 10
Siedząc na schodach obserwowałam cała sytuację jaka nastała. Z cichego holu nagle nastał chaos, strażnicy nie umieli zbytnio ich wszystkich opanować. Potrzebne będą dodatkowe szkolenia dla całej służby. Gdy nagle gwar panujący ucichł, pomału wstałam i wspięłam się wyżej zrównując swój wzrost z Tatem. Widziałam skierowane z ciekawością oczy, tych starszych jak Świeżaków.
-Ekhem... Dzisiaj  zmieniono mistrza domu. Nasz pan Valentine powierzył to zadanie młodej krwi. Elizabeth-Powiedział jeden z moich mówców. Nigdy Valentine nie mówił nic tylko jego zastępcy albo wyznaczona służba. Nastał wielki szum, w tłumie czerwonych oczu szukałam dobrze mi znanych. Alex nie stawiła się na wezwanie. Westchnęłam cicho ale z powaga przyglądałam się innym. Tate kącikiem oczu spojrzał się na mnie, chcą przekazać mi trochę otuchy. Cóż nie zadziałało, nigdy nie lubiłam przemawiać przed wielkimi tłumami. Peszyło mnie to, chociaż tym razem nie miałam wyjścia.
-Dzień dobry, jak powiedział mój przed mówca jestem nową mistrzynią domu. Co się z tym wiążę? Dużo spraw. Będziemy zmieniać zasady. Od teraz na każde wezwanie starzyzny bez wyjątku macie się wstawić. Ten fakt niektórych może wkurzyć, ale prawda jest taka, ze się tym nie przejmuje. Od jutra  zostaną wznowione nauki sztuk walki dla Ghuli. Nie popieram tego ale trzeba się bronić. Doszły nas słuchy iż zaczęli ginąc członkowie domu. Dla naszego oraz waszego bezpieczeństwa macie podpisać się na liście,  która zaraz będzie rozdana. Proszę podpisać się całym swoim imieniem oraz kiedy dołączyliście do klanu.- mówiłam wszytko bez żadnej pauzy. Gdzie niegdzie widziałam srogo nastawione Ghule. Nie spodobał im się chyba nowe warunek.
-Bym zapomniała kto, źle się podpisze zostanie znaleziony. Uznajmy to za zwykła listę obecności. Nowy regulamin domu zawiśnie w przeciągu paru dni Kto nie będzie się do niego stosować czeka sroga kara.-powiedziałam schodząc powoli. Miałam nadzieje, że wszystko na samym początku zostało wyjaśnione. Dzień po malutko  już się kończył. Jeszcze mogą żyć starym życiem, bez żadnych obowiązków. Nie to co za moich młodzieńczych czasów.  Kto nie potrafił przetrwać zostawał od razu przydzielony do służby.

Czekałam na zewnątrz chwilę na Tate'a który rozmawiał z paroma osobami zanim wyszłam. "Znowu się spóźnia"-pomyślałam otwierając furtkę. Spojrzałam  się jeszcze raz na stary dom. Trzeba będzie remont zrobić dachu oraz odświeżyć kolor na zewnątrz. Nie za ciekawie prezentował się dom. Większość nadnaturalnych myśli, że za bardzo Ghule się wychylają. To bardzo możliwe. Jeszcze raz spojrzałam czy przyjaciel nie szedł. Nikogo nie było drzwiach, zrobiłam jeden krok do starego mieszkania. Było całkowicie ciemno. Księżyc zasłoniły chmury. Jak na letni wieczór było dość niezwykle patrzeć na białe obłąki płynące z wiatrem. Cichy spacer przerwała kłótnia jakiś dziewczyn. Ubliżały sobie jak nie jeden dorosły. Może po 13 lat miały. Gdy mnie zobaczyły to zaczęły do siebie szeptać. Trochę dziwne były, wzruszyłam ramionami i skupiłam się na oddychaniu. Nie potrzebujemy oddychać ale odróżnić by było gorzej. Prawie znajdowałam się przy moim mieszkaniu gdy jakiś chłopak zaczepił mnie.
-Pooomocy!!!-Krzyczał już miałam po prostu go zostawić, kiedy z jego cienia wyłoniła się czarno-czerwony kagune. Instynktownie odskoczyłam na bok i moja macka obroniła mnie od ataku. Syknęłam wpatrując się czerwonymi oczami w osobę wyłaniającą się z cienia.

sobota, 25 kwietnia 2015


Rozdział 9
-Elizabeth uspokój się usiądź, musimy po prostu opracować plan-powiedział wampir opierając się na drugim końcu stołu. Popatrzyłam na niego chodząc w kółko.
-Skąd wiesz, ze będą nas atakować?
-Bo musicie nam pomóc,a oni nas będą ponieważ trochę za bardzo się wychyliliśmy,wy jak widzę też-powiedział, podniósł \teczkę, wyciągnął jakiś pergamin i popchnął w moją stronę. Złapałam papier na samej górze pisało "Regulamin zawarcia sprzymierzenia" -Co to?-dodałam siadając w fotelu.
-To moja droga jak możesz zauważyć podpisana umowa. Musimy ją odnowić jeśli jesteś nowym mistrzem domu-powiedział pokazując swoje kły-Ja też muszę ją podpisać... Krwią jak zwykle. W umowie jest zawarte wszystkie nasze zasady. Czyli pomoc w wojnie, na czarnym rynku i dostarczanie sobie nawzajem jedzenia. Ostatnio  bardzo zaniedbaliśmy ostatni punkt moja i twoja rasa-powiedział wszystko co mówił zgadzało się. Spojrzałam na niego, jakoś się nie przejmował ludźmi.
-Jak tam wasze wojska?
-Oh moje dobrze, twoje nie jak możesz pozwalać na naukę w liceum?! To nie dorzeczne kochanie...Tak wiem co się u ciebie w towarzystwie dzieje. Lepiej sprowadź swój klan CAŁY-powiedział wampir jego informacje mnie zadziwiały.  Czy aż tak jesteśmy przenikliwi odwzajemniłam uśmiech. Tate nagle podniósł wzrok.
-Mam! zaginęło sporo Ghuli parę miesięcy temu nikt się zbytnio nie przejął bo były słabe. Nie znaleźli żadnych oznak jakie by wskazywały walki na żadnych ternach. Tak jakby rozpłynęli się w powietrzu-powiedział opierając się o swoje krzesło przyjaciel.
-Mamy tą samą sytuację-powiedział niski przenikliwy głos. Jak się mogłam domyślić był to sługa Dimitriego pierwszy raz się odezwał.
-Gdzie mam podpisać umowę?-Zapytałam przyglądając się papierowi.
-Na samym dole-powiedział wampir,a ze swojej teczki wyciągnął jakiś długopis ze złota. Podał go słudze,a ten dał mi wskazując miejsce podpisania
-Mogę?-zapytał wskazują na moją dłoń, kiwnęłam głową podają moją rękę. Ten tylko ujął ją delikatnie i wbił długopis w żyłę. Nie bolało. Widziałam jak do środka długopisa wlewa się krew. "On nie żartował"-pomyślałam, kiedy sługa wyciągnął urządzenie z żyły jeszcze kapała ciecz ale jednym ruchem bez odrywania ręki napisałam Elizabeth Blanchard. Podałam długopis oraz umowę słudze, który zaniósł ją swojemu panu. Dimitri zrobił tak samo. Po podpisaniu się pokazał mi papier Było jego imie i nazwisko napisane krwią. Wszystko się zgadzało 
-Która to juz godzinna?-Zapytał patrząc na zegarek wiszący na ścianie.-Musimy wracać, miło było cię zobaczyć Elizabeth-powiedział Dimitri. Wstaliśmy wszyscy oraz wyszliśmy z pokoju narad. 
-Kiedy opiszemy plan?-zapytałam
-Przyślemy kogoś albo sam przyjdę-powiedział po czym pocałował mnie w rękę. Zrobiłam zdziwioną minę, nikt już tak nie robi. Strażnicy otworzyli drzwi podając czarno-czerwony parasol. Służący Dimitriego wyszedł i czekał na mistrza by uchronić go przed słońcem
-Będę czekać z odpowiedzią-powiedziałam do chłopaka, który teraz założyły ciemne okulary.
-Do widzenia Liz-powiedział wsiadając do czarnej limuzyny. Sługa Dimitriego skłonił się i sam wsiadł za swoim panem. 
-Hej ty ochroniarzu sprowdź wszystkich niech się stawią za pół godizn w tym holu kto nie przyjdzie będą różne kary-powiedziałam Tate uśmiechnął się do mnie lekko
-Chcesz listę ludzi tutaj i sprawdzić kto jets przydatny?-zapytał się przyjaciel
-W rzeczy samej przyjacielu inaczej będą mieć kary za sprzeciwianiu się mistrzowi
-Ale jeszcze nie zostało to zatwierdzone-powiedział Tate patrząc się na mnie z zdziwieniem
-Zostało nie widziaęłś podpisanego przeze mnie paktu?-zapytałam śmiejąc się. Podeszłam do schodów i usiadłam na nich

niedziela, 5 kwietnia 2015


Rozdział 8
Poczułam na sobie spojrzenie innych, którzy obserwowali tamtą sytuacje. Dwóch osiłków poszło sobie Alex i Luke rozmawiali o jakiś duperelach, a ja siedziałam w fotelu nudząc się. Rozglądnęłam się do tyłu, gdzie ostatnio widziałam Tate'a. Przyjaciel jak siedział tak sobie siedział, zmieniło się tylko to, że teraz nie było przy nim rudych bliźniaczek. Zastanawiałam się dłuższą chwilę czy zawołać go. Prawie już straciłam nadzieje, kiedy nasze oczy się spotkały. Pomachałam do niego, a ten wstał i szybkim krokiem potruchtał do mnie. Wyszczerzałam swoje białe ząbki. Tate przytulił mnie oraz podniósł bo prawie bym spadła z fotela. Alex odwróciła się patrząc na nas.
-No Alex pamiętasz Tate'a?-Zapytałam wstając, poprawiłam swoją spódniczkę.
-Hmmm... Tate...Coś mi świta ale nie jestem pewna... Hmm-mówiła dziewczyna robiąc zamyśloną minę. Luke patrzył się na Tate jak zagrożone zwierze. Mój przyjaciel uśmiechnął się do niego, a potem potargał moje włosy. Zrobiłam urażoną minę po chwili tylko dźgnęłam go w bok. 
-No ba, że pamiętam to ty jesteś tym chłopakiem, który zawsze jest z Liz i nigdzie od niej nie odchodzi!-Krzyknęła na końcu trochę za głośno. 
-Nie zawsze, po prostu się nią opiekuje-powiedział Tate z wielkim uśmiechem na twarzy. W tej samej chwili ktoś zawołał Luke'a. Chłopak pożegnał się i poleciał do znajomych. Widziałam w oczach Alex, że chce za mną pogadać. W cztery oczy. 
-Możesz mówić Tate nikomu nic nie powie. Prawda?-Spojrzałam pytająco na chłopaka. 
-Będę milczał jak grób
-To dobrze, ale ja Ci nie ufam
-Więc zaufaj mi. Tate zna wszystkie moje tajemnice-mówiłam, a Alex przyglądała się chłopakowi. Chyba chciała się coś dowiedzieć o nim zanim się odważy coś powiedzieć. Szczerze nie chciałam słuchać o Luke bo pewnie będzie mnie wypytywać czy mi się podoba, co o nim sądzę,czy jest odpowiedni dla niej bla bla bla. Tak nie jestem za dobrą przyjaciółką jeśli chodzi o chłopaków.  Zapadła cisza nie było słuchać żadnego szmeru. Rada weszła do salonu, a wokół nich ponad 10 wampirów. Elegancko ubranych, arystokrata się znalazła.
-Panienko Elizabeth? Ma pani gości-powiedział ukazując koło siebie mistrza wampirów, który zakrywał nos.
-Śmierdzi tu-powiedział wampir 
-Wiem coś ważnego, możemy przejść do pokoju obrad-powiedziałam Alex patrzyła się na mnie z bardzo zdziwioną miną, pytającą. Rzuciłam wzrokiem na Ghule nie były zadowolone.
-Nie, chce aby to wszyscy wiedzieli-powiedział wampir cicho dodając- BĘDZIEMY MIEĆ WOJNĘ!-Krzyknął. Każdy patrzył na siebie.
-Jak to wojnę?-pytał się tłum
-Ludzie nadchodzą... Znaczy chcą zabić Wampiry ale do was też przyjdą więc połączmy siły co wy na to!?
WZNAWIAM OPOWIADANIE! 

poniedziałek, 17 listopada 2014

Rozdział 7 
Westchnęłam opadając na wygodny fotel ze sztucznej skóry. To był jeden z najbardziej wygodnych na świecie foteli jak dla mnie, znajdowałyśmy się w wielkim pomieszczeniu tak zwanej "sali gier", jeden z najbardziej odwiedzanych miejsc w domku. Alex usiadła na oparciu. Przede mną znajdował się duży telewizor, gdzie można było zagrać w xbox 360, na kanapie zasiadali najbardziej popularni Ghule nigdy nie zwracałam na nich uwagi ale tym razem było inaczej. Między dwoma rudymi dziewczynami siedział TATE! Woow nie sądziłam, że kiedyś się to wydarzy, był pochłonięty rozmową z nimi. Nawet nie zauważył mojego pojawienia się... Ukradkiem zauważyłam, ze jedna z nich podaje mojemu przyjacielowi czerwony napój. Stąd mogłam wyczuć, że to była KREW!? Przecież Tate nie pije tego, coś mi tu nie grało, czy  zapach tu zabija jego 6 zmysł? Od dawna nie jadł ludzkiego mięsa znaczy tylko od czasu do czasu polujemy razem i jemy ale raczej już się nauczyliśmy jeść ludzkie jedzenie. Dlatego zrobiłam zdziwioną minę.  Nagle na kolana spadła mi Alex, zerknęłam na nią zaskoczona,a ta zaczęła się śmiać jak psychopata. Jej śmiech mnie rozwalał chyba to prawda, ze prawdziwi przyjaciele zostaną z tobą na wieki. Uśmiechnęłam się do przyjaciółki
-Liz ten co właśnie wszedł to on wiesz...-wyszeptała, a reszta zdania została zawieszona w powietrzu. Alex stała mi z kolan i stanęła gdzie znajdował się chłopak, zasłoniła mnie aby się nie dowiedział. Wysoki blondyn z wielkim uśmiechem błyszczących perełek, umięśniony nawet przez koszulkę było widać. Wydawało mi się, że jest bardzo miły i by pasował do Alex. Nagle jakby poczuł moje spojrzenie na sobie bo  zerknął z ukosa na nas. Nie wiedziałam co zrobić to przeczesałam moje jeszcze wilgotne włosy. Chłopak  powolnym krokiem podszedł do nas. Przytulił się do przyjaciółki, stwierdziłam, że to jest bardzo słodkie.
-Hej jestem Luke-powiedział odklejając się od Alex oraz podając mi rękę
-Miło cię poznać jestem Liz-odpowiedziałam odwzajemniając gest. -Liz to moja najlepsza przyjaciółka w wielu bitwach uratowała mi tyłek-Zaśmiała się Alex siadając na swoje miejsce. 
-Ojj dawno to było sto lat temu ?
-Nie bądź taka skromna! Właściwie to zawsze mi pomagasz we wszystkim
-Luke skąd pochodzisz?-zapytałam
-Z Norwegi ale jak miałem 16 lat przeprowadziłem się do tego miasteczka-Mówił trzymając swoje ręce w kieszeniach.-nigdy cię tu jeszcze nie widziałem
-Aaa ja tutaj nie mieszkam znaczy do teraz ra...Ale postanowiłam, ze zmienię zamieszkanie
-Czy ty chciałaś powiedzieć rada? 
-Przesłyszałaś się skarbie-powiedziałam usiłując zdobyć się na uśmiech. Większość osób nie lubi rady sądzą, że to stare zgredy, co nic nie zmieniają i zabraniają wszystkim wszystkiego, ale to nie prawda, może jestem stara i nikt naprawdę nie zna mojego wieku,oprócz Tate'a. Nagle przede mną pojawiło się dwóch osiłków, których wcześniej spotkałam. Przełożyłam nogę na nogę,a  oni upadli na kolana, to był znak, że przepraszają,Alex oraz Luke zrobili zdziwione miny.
-Wstańcie wybaczam wam waszą zniewagę-powiedziałam syczącym i groźnym tonem. 

sobota, 15 listopada 2014

Przepraszam, że nie pisałam mało czasu ;-; ale za to postaram się napisać długi rodział :3, który wynagrodzi wszystkie dni.
________________________________________________________
Rozdział 6
Stałam
pod prysznicem, gorąca woda działa relaksującą na większość żywych istot. Zakręciłam kran i wyszłam odświeżona. Pociągnęłam za ręcznik wiszący niedaleko, wytarłam oraz okryłam się nim. Używałam pokoju jednej z przyjaciółek, która nie wyruszyła na misje. Tak, Ghule mają misje jakoś musimy płacić rachunki. Niektórzy z nas po prostu zarabiają jak normalni ludzie, a niektórzy pracują dla różnych organizacji jak na przykład najemników albo snajperów. Jesteśmy niezawodni! Wracając złapałam za położone na podłodze ubrania. Przyjaciółka ubierała się skąpo, znała swoje atuty i nie znała umiaru.Moje stare ubrania były całe z krwi, a bluzka cała poszarpana.  Ubrałam skąpą bieliznę, założyłam przylegającą do ciała bluzkę z sporym dekoltem. Dziewczyna była ode mnie niższa co oznaczyło, ze spodni mi nie pożyczy... Musiałam włożyć na siebie przed kolano zieloną spódniczkę w kratkę. Była minimalne za mała ale jednak to już było lepsze. Przyjaciółka miała na imię Alex zawsze chciała każdemu pomagać. Chciała poprawić swoje błędy z przeszłości. Alex dała mi jeszcze jej czarne podkolanówki stwierdzając, że będę wyglądać lepiej. Jakby mnie moda obchodziła. Usłyszałam otwieranie się drzwi od łazienki, a w nich stała od ucha do ucha uśmiechnięta dziewczyna. Miała blond włosy spięte w dwa warkocze, jej zielone oczy jarzyły się jak dwa promyczki. -Liz trzymałam za ciebie kciuki chodź szybko-pospieszyła mnie dziewczyna. Wycierałam właśnie swoje kruczo-czarne włosy.Były wilgotne i teraz się kręciły. Dziwnie się czułam w spódnicach albo w sukienkach. Większość dziewczyn nie miało z tym problemów... -Alex czy nie wyglądam zbyt wyzywająco?-Zapytałam się jakbym żyłą pewnie bym się zarumieniła. Założyłam swoje glany -Oczywiście, ze NIE-krzyknęła przyjaciółka pewnie przodkowie przewracają się w grobach. Na szczęście miałam kurtkę w której znajdował się telefon i klucze. Złapała mnie za rękę i wyprowadziła na korytarz. Nie było w starej rezydencji Ghuli za dużo osób. Większość spędzała czas grając na konsolach w pokoju gier jeden z największych pokoi w drugim budynku.
-Liz jak dawno się nie widziałyśmy chyba od ostatniej misji. Wiesz ile rzeczy się zmieniło w domu pokarze ci... Zrobili nam basen rada się zgodziła! Podobno jakiś Ghul w naszym wieku ich przekonał i możemy chodzić nareszcie do liceum albo na studia znaczy te starsze-Mówiła Alex z zadowoleniem w głosie pamiętam jak cały czas rozmawiała ze mną, że wróciłaby do szkoły. Chciałaby żyć jak zwykły człowiek. Ale nie wie o tym, że ja jestem jedną z głównych w radzie,a teraz jeszcze będę mistrzem domu. Czyli już nie będzie więcej spacerów samej po świecie żywych wychodzenia bez straży bo ktoś albo coś może mnie zakatować. Sama sobie jak widać radze bez pomocy. Kopnęłam drzwi przede mną , które prowadziły do drugiego budynku. Ta część domu różniła się całkowicie. Bardziej śmierdziało krwią. Mój nos nie był przyzwyczajony do tego zapachu. Zerknęłam na Alex wyglądała na bardziej ogarniętą oraz wydoroślała.
-Jak tam twoje życie miłosne?-zapytałam zawsze miała dużo adoratorów.
-Liz no wiesz znalazłam jedynego w swoim rodzaju ale on woli sex bez zobowiązań-odpowiedziała otworzyłam buzie omggg ale jednak szybko się wyprostowałam i chrząknęłam.