Rozdział 11
Wlepiłam wzrok w nadchodzącego Ghule'a. Był przypakowany i na pewno nie mieszkał tutaj. Możliwe, że pochodził z innego klanu. Z uśmieszkiem na twarzy wpatrywał się we mnie. Mój instynkt podpowiadał mi coś nie było tak jak powinno. Dlaczego odegrał tą szopkę. Nagle zobaczyłam rozciągający się cień po mojej lewej. Ktoś się zbliżał. Wróg czy przyjaciel. Po chwili było czuć zapach ludzkiego mięsa, ktoś wybrał się pobiegać. Nie było czasu na myślenie. Z moich pleców wyrosły kolejny kagun. Rozpędziłam się i zakatowałam nieznajomego. Przy zbliżeniu do niego zrobił unik i moja macka przedarła powietrze centralnie koło jego głowy. Niestety złapał za nią i wykręcił w bok. Poczułam niewyobrażalny ból, który przeszył całe moje ciało. Nie mogłam się ruszyć przez dobre 5 sekund. Przeciwnik to wykorzystał i uderzył mną o ścianę robiąc przy tym ogromną dziurę. Druga wolna macka pociągła go za nogę, nie spodziewał się tego bo nagle upadł z hukiem na ziemię. Na chwiejnych nogach wstałam baaaaardzo wkurzona całym zajściem. Czułam jak moja krew przepływa i pulsuje w moim ciele. Strzeliłam palcami, a z pleców wyrosły kolejne 2 macki. Gotowe do ataku. Były przygotowane na każdy ruch. Podchodząc do leżącej osoby wbiłam każdą z kagunów w jego nogi i ręce. Ten wyrywał się i szarpał rozwalają przy tym swoje ciało. Było pełno krwi w dodatku bardzo młodej. Chłopak chciał złapać mnie za macki. Wbijał i podciągał się w góre. Skóra i wszystkie mięśnie się rozrywały
-Kim jesteś?-Warknęłam nie usłyszałam odpowiedz więc następy kagun wyrósł z moich pleców. Wbijał się delikatnie w brzuch chłopaka. Chciałam jedynie wyciągnąć informacje nie zabić, pomału czułam jak moja zwierzyna przestaje się w końcu ruszać.
-Luke- mówił dławiąc się własną krwią. Może trochę przegięłam
-Czemu mnie zakatowałeś?
-Pachniesz smakowicie.-powiedział wystawiając swoje uzębienie i próbując mnie ugryź w powietrzu. Normalne zachowanie Świeżaków. Wyciągając kaguny jedną po drugim słyszałam jak skamlał z bólu. Nie wiedziałam co robić, zostawiając go może narazić się na łowców,a z drugiej nie znam go.
-Masz klan? Lub swojego mistrza?
-Co mam?
-Wstawaj... Załatwimy Ci trochę pożywienia
***
**
*
Czułam jak coś było nie tak. Cały czas jakby ktoś nas obserwował. Spojrzałam się na Luka i kazałam ubrać kaptur bo jego oczy nie wróciły do normy. Czerwono-czarne ślepia przerażają wszystkich przechodniów.
-W sumie to gdzie mnie prowadzisz?
-W miejsce gdzie jest więcej takich jak my
-Więcej? Myślałem, że Ghule to tylko pogłoski, a stałem się jednym z nich...
-Większość rzeczy które ludzie uważają za "zmyślone" tak naprawdę są prawdą
-Więcej? Myślałem, że Ghule to tylko pogłoski, a stałem się jednym z nich...
-Większość rzeczy które ludzie uważają za "zmyślone" tak naprawdę są prawdą
-Czyli wilkołaki, czarodzieje i wróżki?
-Dzieci księżyca, magowie tak. Wróżki to małe chochliki. Żadne z tych postaci nie spotkasz w mieście. Wolą odludne życie.-Powiedziałam otwierając furtkę, Luke nie był pewny czy wejść.
-Wchodzisz? Czy raczej chcesz zostać złapany przez łowców?-Mówiłam puszczając drzwiczki. W ostatniej chwili Luke je złapał i przeszedł przez bramę.Chyba myślał, że poczuje różnice. Pamiętam swoje pierwsze wejście do klanu. Ahhhh... Wchodząc po schodach było czuć odór ciała ludzkiego. Trzeba będzie coś z tym zrobić.
-Zapomniałam Ci powiedzieć. Wchodząc tam będziesz musiał wysłuchiwać wszystkich rozkazów "Mistrza", czyli mnie. Naznaczą Cię znakiem klanu. Nie boli. Jesteś pewny, że chcesz wstąpić? Nikogo nie zmusza...
-Tak. Chcę wstąpić jeśli nauczę się nad sobą panować-Powiedział, a ja otworzyłam i wpuściłam go do środka
-Welcome home...Luke.
-Zapomniałam Ci powiedzieć. Wchodząc tam będziesz musiał wysłuchiwać wszystkich rozkazów "Mistrza", czyli mnie. Naznaczą Cię znakiem klanu. Nie boli. Jesteś pewny, że chcesz wstąpić? Nikogo nie zmusza...
-Tak. Chcę wstąpić jeśli nauczę się nad sobą panować-Powiedział, a ja otworzyłam i wpuściłam go do środka
-Welcome home...Luke.