poniedziałek, 17 listopada 2014

Rozdział 7 
Westchnęłam opadając na wygodny fotel ze sztucznej skóry. To był jeden z najbardziej wygodnych na świecie foteli jak dla mnie, znajdowałyśmy się w wielkim pomieszczeniu tak zwanej "sali gier", jeden z najbardziej odwiedzanych miejsc w domku. Alex usiadła na oparciu. Przede mną znajdował się duży telewizor, gdzie można było zagrać w xbox 360, na kanapie zasiadali najbardziej popularni Ghule nigdy nie zwracałam na nich uwagi ale tym razem było inaczej. Między dwoma rudymi dziewczynami siedział TATE! Woow nie sądziłam, że kiedyś się to wydarzy, był pochłonięty rozmową z nimi. Nawet nie zauważył mojego pojawienia się... Ukradkiem zauważyłam, ze jedna z nich podaje mojemu przyjacielowi czerwony napój. Stąd mogłam wyczuć, że to była KREW!? Przecież Tate nie pije tego, coś mi tu nie grało, czy  zapach tu zabija jego 6 zmysł? Od dawna nie jadł ludzkiego mięsa znaczy tylko od czasu do czasu polujemy razem i jemy ale raczej już się nauczyliśmy jeść ludzkie jedzenie. Dlatego zrobiłam zdziwioną minę.  Nagle na kolana spadła mi Alex, zerknęłam na nią zaskoczona,a ta zaczęła się śmiać jak psychopata. Jej śmiech mnie rozwalał chyba to prawda, ze prawdziwi przyjaciele zostaną z tobą na wieki. Uśmiechnęłam się do przyjaciółki
-Liz ten co właśnie wszedł to on wiesz...-wyszeptała, a reszta zdania została zawieszona w powietrzu. Alex stała mi z kolan i stanęła gdzie znajdował się chłopak, zasłoniła mnie aby się nie dowiedział. Wysoki blondyn z wielkim uśmiechem błyszczących perełek, umięśniony nawet przez koszulkę było widać. Wydawało mi się, że jest bardzo miły i by pasował do Alex. Nagle jakby poczuł moje spojrzenie na sobie bo  zerknął z ukosa na nas. Nie wiedziałam co zrobić to przeczesałam moje jeszcze wilgotne włosy. Chłopak  powolnym krokiem podszedł do nas. Przytulił się do przyjaciółki, stwierdziłam, że to jest bardzo słodkie.
-Hej jestem Luke-powiedział odklejając się od Alex oraz podając mi rękę
-Miło cię poznać jestem Liz-odpowiedziałam odwzajemniając gest. -Liz to moja najlepsza przyjaciółka w wielu bitwach uratowała mi tyłek-Zaśmiała się Alex siadając na swoje miejsce. 
-Ojj dawno to było sto lat temu ?
-Nie bądź taka skromna! Właściwie to zawsze mi pomagasz we wszystkim
-Luke skąd pochodzisz?-zapytałam
-Z Norwegi ale jak miałem 16 lat przeprowadziłem się do tego miasteczka-Mówił trzymając swoje ręce w kieszeniach.-nigdy cię tu jeszcze nie widziałem
-Aaa ja tutaj nie mieszkam znaczy do teraz ra...Ale postanowiłam, ze zmienię zamieszkanie
-Czy ty chciałaś powiedzieć rada? 
-Przesłyszałaś się skarbie-powiedziałam usiłując zdobyć się na uśmiech. Większość osób nie lubi rady sądzą, że to stare zgredy, co nic nie zmieniają i zabraniają wszystkim wszystkiego, ale to nie prawda, może jestem stara i nikt naprawdę nie zna mojego wieku,oprócz Tate'a. Nagle przede mną pojawiło się dwóch osiłków, których wcześniej spotkałam. Przełożyłam nogę na nogę,a  oni upadli na kolana, to był znak, że przepraszają,Alex oraz Luke zrobili zdziwione miny.
-Wstańcie wybaczam wam waszą zniewagę-powiedziałam syczącym i groźnym tonem. 

sobota, 15 listopada 2014

Przepraszam, że nie pisałam mało czasu ;-; ale za to postaram się napisać długi rodział :3, który wynagrodzi wszystkie dni.
________________________________________________________
Rozdział 6
Stałam
pod prysznicem, gorąca woda działa relaksującą na większość żywych istot. Zakręciłam kran i wyszłam odświeżona. Pociągnęłam za ręcznik wiszący niedaleko, wytarłam oraz okryłam się nim. Używałam pokoju jednej z przyjaciółek, która nie wyruszyła na misje. Tak, Ghule mają misje jakoś musimy płacić rachunki. Niektórzy z nas po prostu zarabiają jak normalni ludzie, a niektórzy pracują dla różnych organizacji jak na przykład najemników albo snajperów. Jesteśmy niezawodni! Wracając złapałam za położone na podłodze ubrania. Przyjaciółka ubierała się skąpo, znała swoje atuty i nie znała umiaru.Moje stare ubrania były całe z krwi, a bluzka cała poszarpana.  Ubrałam skąpą bieliznę, założyłam przylegającą do ciała bluzkę z sporym dekoltem. Dziewczyna była ode mnie niższa co oznaczyło, ze spodni mi nie pożyczy... Musiałam włożyć na siebie przed kolano zieloną spódniczkę w kratkę. Była minimalne za mała ale jednak to już było lepsze. Przyjaciółka miała na imię Alex zawsze chciała każdemu pomagać. Chciała poprawić swoje błędy z przeszłości. Alex dała mi jeszcze jej czarne podkolanówki stwierdzając, że będę wyglądać lepiej. Jakby mnie moda obchodziła. Usłyszałam otwieranie się drzwi od łazienki, a w nich stała od ucha do ucha uśmiechnięta dziewczyna. Miała blond włosy spięte w dwa warkocze, jej zielone oczy jarzyły się jak dwa promyczki. -Liz trzymałam za ciebie kciuki chodź szybko-pospieszyła mnie dziewczyna. Wycierałam właśnie swoje kruczo-czarne włosy.Były wilgotne i teraz się kręciły. Dziwnie się czułam w spódnicach albo w sukienkach. Większość dziewczyn nie miało z tym problemów... -Alex czy nie wyglądam zbyt wyzywająco?-Zapytałam się jakbym żyłą pewnie bym się zarumieniła. Założyłam swoje glany -Oczywiście, ze NIE-krzyknęła przyjaciółka pewnie przodkowie przewracają się w grobach. Na szczęście miałam kurtkę w której znajdował się telefon i klucze. Złapała mnie za rękę i wyprowadziła na korytarz. Nie było w starej rezydencji Ghuli za dużo osób. Większość spędzała czas grając na konsolach w pokoju gier jeden z największych pokoi w drugim budynku.
-Liz jak dawno się nie widziałyśmy chyba od ostatniej misji. Wiesz ile rzeczy się zmieniło w domu pokarze ci... Zrobili nam basen rada się zgodziła! Podobno jakiś Ghul w naszym wieku ich przekonał i możemy chodzić nareszcie do liceum albo na studia znaczy te starsze-Mówiła Alex z zadowoleniem w głosie pamiętam jak cały czas rozmawiała ze mną, że wróciłaby do szkoły. Chciałaby żyć jak zwykły człowiek. Ale nie wie o tym, że ja jestem jedną z głównych w radzie,a teraz jeszcze będę mistrzem domu. Czyli już nie będzie więcej spacerów samej po świecie żywych wychodzenia bez straży bo ktoś albo coś może mnie zakatować. Sama sobie jak widać radze bez pomocy. Kopnęłam drzwi przede mną , które prowadziły do drugiego budynku. Ta część domu różniła się całkowicie. Bardziej śmierdziało krwią. Mój nos nie był przyzwyczajony do tego zapachu. Zerknęłam na Alex wyglądała na bardziej ogarniętą oraz wydoroślała.
-Jak tam twoje życie miłosne?-zapytałam zawsze miała dużo adoratorów.
-Liz no wiesz znalazłam jedynego w swoim rodzaju ale on woli sex bez zobowiązań-odpowiedziała otworzyłam buzie omggg ale jednak szybko się wyprostowałam i chrząknęłam. 

środa, 5 listopada 2014

Rozdział 5 
 Dziewczyna bezbronnie leżała na ziemi. Dotknęłam jedną z dwóch moich macek jej twarzy by odgarnąć włosy. Ghule mają bardzo dobry słuch i wzrok podczas przemiany. Widzą bardzo dobrze w ciemności, czasami tak właśnie polowaliśmy czekaliśmy na dachach domów, garażach oraz na drzewach my skoczyć na postać i ją zjeść. Podczas przemiany w prawdziwego Ghule'a wyrastają nam macki z dolnej części pleców. Są w różnych kolorach zazwyczaj :czerwone i czarne albo oba kolory naraz. Ilość macek zazwyczaj sięga 3, ale to zależy jak się szkoli osobę. Są dwa typy Ghuli. 
Pierwszy gatunek nazywają ich:Wilkami, cechują się zwinnością i szybkością. Ghule szybko regenerują energie oraz obrażenia jakie dostają dlatego trudno jest je zabić.  Właśnie ja do nich należę, jako jedna z nielicznych w domy posiadam powyżej 3, a konkretnie to 10 macek. Stary mistrz Valentine miał  13 macek.
Drugi typ tak zwany tytani. Są bardzo odporni na obrażenia, są jak czołgi trudno je zabić oraz są powolne. . Posiadają tylko 2 macki, które zazwyczaj używają jako tarczy. Oba typy Ghuli mają długie macki, które mogą zmieniać długość oraz wielkość. 
Kucnęłam koło dziewczyny, podniosłam jej poobijaną twarz. Usłyszałam świst czegoś.Złapałam dziewczynę i skoczyłam z nią do tyłu. W miejscu w, który leżała dziewczyna teraz znajdował się miecz.
-Tate zabierz dziewczynę stąd i przyjdź-powiedziałam podając bezbronne ciało chłopakowi. Ten tylko skinął głową i pobiegł. Dwóch chłopaków trzęsło portkami. Popatrzyłam się na nich nagle się ukłonili, a ja zrobiłam dziwną minę. W drzwiach stać przemieniony Ghul nie znałam go dotąd. 
-KTO OTWORZYŁ DRZWI! NIE SKOŃCZYŁEM Z NIĄ!-zaczął się wydzierać. Wyglądał jak jakiś potwór, wielka szczęka z której ciekła ślina. Yłł...Był wielki z dwa metry na sto procent. Osiłki wskazywali na mnie, a ja jak zwykle stałam i nic.
-TY MAŁA DZIEWUCHO!-krzyczał-Chcesz walczyć proszę bardzo wejdź do sali!-dodał wchodząc do niej. Przyjęłam zaproszenie. 
-Zawołajcie kolegów będzie przedstawienie jak wasz guru przegrywa.-powiedziałam ruszając za olbrzymem. Ahh stare dobre czasy, chociaż teraz było więcej krwi niż zwykle. Drzwi zatrzasnęły się za mną. Spojrzałam w górę jak zwykle były siedzenia na drugim piętrze by oglądać walki. 
-Na pewno chcesz walczyć teraz czy zaczekamy na resztę widowni?-Zapytałam się odgarniając włosy z twarzy. Wyprostowana czekałam na odpowiedź.
-Poczekajmy-powiedział z uśmieszkiem. Te czołgi pewne siebie i wygranej. Dwie moje macki ruszały się delikatnie poczułam, ze następna wyrasta mi z pleców. Strzeliłam jednym palcem. Sala zaczęła się wypełniać osobami.
-Zaczynaj-powiedział przeciwnik. "Z przyjemnością"-pomyślałam Rozpędziłam się. Moje macki były gotowe do ataku, gdy ten wycelował we mnie swoimi. Zrobiłam unik w bok. Jedna z moich macek przebiła jego brzuch na wylot. Przeciwnik złapał za nią i pociągnął przybliżając się do mnie. Skoczyłam na czołga plecy robiąc mu następną dziurę w ciele. Poczułam jak coś łapie mnie za nogę i rzuca z dużą siłą w ścianę.Uderzyłam plecami robiąc zniszczenie w niej. Widziałam jak czołg się śmiał, podniosłam się. Strzeliłam następnym palcem,a z pleców pojawiła się następna macka. Złapała za nogę przeciwnika. Powaliła go na ziemie. Biegłam odbiłam się od podłogi. Krzyknęłam i w jednej chwili wbiłam w to samo miejsce jedną z macek. Druga zatrzymała się na "tarczy" chłopaka. Pozostałe dwie uziemiły jego nogi. Łamiąc mu przy tym kości. Zaśmiałam się słysząc wrzaski przeciwnika. Odbiłam się od chłopaka brzucha, zabierając swoją broń.  Był cały w krwi. Dalej chciał walczyć niech mu będzie. Jego macka chwyciła mnie i złamała rękę w pół. Bezwładna część ciała bolała, podniosłam ją w górę i pomachałam. Poczułam jak ręka sama się zrasta. 
-To nie boli-mówiłam, podrzuciłam Tytana w górę, mackami robiłam mu dziury w cielę. Wszędzie byłą krew. Chłopak krzyczał w niebo głosy. HAHA!!! -PRZESTAŃ ZABIJESZ MNIE ZABIJESZ!!!-Darł się wszyscy obserwowali to z wielkim skupieniem. Niektórzy kibicowali mi albo czołgowi. Nagle poczułam, że macki wbijają się w sufit. Biedaczek dalej krzyczał. Podziurawiłam go jak ser omijając serce i głowę by go przypadkiem nie zabić. Wyciągnęłam z niego macki, a on spadł na ziemie. Zrobił w niej pęknięcia. Wszędzie była krew. Podeszłam do niego uchyliłam się i odgryzłam kawałek mięsa. Żył ale przez długi czas nie dojdzie do siebie.
-Wygrałam

wtorek, 4 listopada 2014

Rozdział 4
Zastanawiałam się dlaczego nikt już nie słucha poleceń starszych w tamtym miesiącu zakazaliśmy im sprowadzać więcej ludzkich ciał. Westchnęłam może oni potrzebują jakiegoś wzoru do naśladowani albo to jest ich bunt zaniedbywania... Kiedyś to każdy jeden Ghoul znał podstawy sztuki walk teraz jest ich za dużo. Na samym początku było cztery nowicjusze. Teraz się dziwnie rozmnożyły w tych czasach jest więcej przestępstw i tak ich życie każe."Wiecznie głodni wiecznie zabójcy" dawno temu powiedział mi to jeden z łowców podziemnych. No niestety teraz nie żyję znaczy dobrze, że nie żyje. 
-Tate oni potrzebują przywódcy...Czy mi się uda nim zostać?-Zapytałam patrząc na zamyślonego chłopaka. Ten tylko uśmiechnięty rozczochra moje czarne włosy. 
-Oczywiście, że tak czemu nie nie znam innej tak zawziętej osoby jak ty, a jak jacyś będą się buntować zawsze można ich zabić ponownie -powiedział zaśmiałam się, Ghule zabijają osoby ze swojego gatunku, które zagrażają innym. Nikt nie pozwoli by sekret się wydał! Mam to we krwi znaczy mamy to zakodowane w naszych mózgach. Czasami zdarza się, że osoby zostały zamordowane przez Ghule i czują do nich nienawiść. Pomagamy takim osobą zjadamy je.
 Usłyszałam krzyk dużo krzyków... Popatrzyłam na Tate i razem zaczęliśmy biegnąć w kierunku hałasu. Zobaczyliśmy jak dwaj wysocy dobrze zbudowani mężczyźni(ghul'e) wypychają bezbronną dziewczynę z naszego gatunku do sali dawnej treningowej.
Krzyczała"Wypuście mnie on mnie zabijeeee !!! Pomocyyy!!!" Chłopacy trzymali drzwi. Stanęłam przed nimi. Oni z zdziwioną miną patrzyli na siebie, a potem na mnie.
-Co tu sie dzieje?-Zapytałam jak tylko mogłam by nie wybuchnąć.
-Nic uczymy walczyć przyjaciółkę-odpowiedział jeden z siłaczy. Popatrzyłam na drzwi, które prawie się wyważyły. Coś ogromnego musiało walnąć w nie. 
-Naprawdę,a niby w jaki sposób?
-A w taki jaki ty nowicjuszko nigdy się nie dowiesz. Wolisz nie wiedzieć chyba, ze chcesz sama zginąć. Tylko najsilniejsi z naszego gatunku mogą żyć!-Powiedział krótko ścięty blondyn o brązowych oczach ja nowicjuszka chyba śnię! Prychnęłam, spojrzałam na Tate prawie co powstrzymywał się od śmiechu. 
-Czy wy wgl jesteście świadomi do kogo mówicie?-Zadałam znowu pytanie pokręcili głową i zaczęli się śmiać... Bardzo zabawne
-Otwórzcie ładnie proszę, potem nie będzie wyjścia-powiedziałam moje oczy zmieniły kolor. Osiłków także gratulacje potrafią na zawołanie zmieniać. 
-Spier*alaj-powiedzieli oboje Blondyn nie ruszył się jego kolega ani trochę miał ciemną opaleniznę i jasnobrązowe włosy. Po tych słowach się wkurzyłam nagle z moich pleców wyrosły dwie "Macki" Umieszczone na dole kręgosłupa. Poczułam jak zęby stają się twarde. Ghule mogą złamać kość przy pomocy zębów. Moja przemiana jeszcze nie była dokończona chociaż czułam się świtanie kiedy
widziałam strach w oczach osiłków. Teraz zrobili krok do tyłu. Jedną z macek otworzyłam drzwi. Z nich wyleciała prawie cała w krwi dziewczyna.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Rozdział 3
Stałam przed radą nagle jak makiem zasiał wszyscy ucichli. Patrzyłam swoimi czarno-czerwonymi oczami na zgromadzonych. Siedzieli w kółku przy wielkim stole. Przed każdą osobą stało wino lub jak woleli krew. Uśmiechnęłam się i usiadłam przy stole. Znacznie lepiej. 
-Więc o co chodzi?-powiedziałam stanowczym tonem. Rada wzywała raz w miesiącu mnie. Pomagałam podejmować decyzje.
-Chcielibyśmy abyś przejęła władzę Pan Valentine nie daje rady-powiedział zastępca Pana Valentine. Zrobiłam zdziwiona minę, JA? Nawet tutaj nie mieszkałam... Czy jest tak źle z moim gatunkiem. 
Valentine był już starym rozsądnym  mistrzem domu. Rządził tutejszym czarnym rynkiem i to on dogadał się z ludźmi by dostarczać nam pokarm. Jakbym żyła pewnie bym była cała oblana potem. Zachowałam kamienną minę co im odpowiedzieć... Tate zbliżył się do mnie ostrożnie położył dłoń na moim ramieniu. Wciągnęłam  powietrze z znanym świstem. Oczywiście nie musiałam tego robić, nie potrzebujemy tlenu by żyć. Ale niektóre zachowania z nami zostają do końca.
-Zastanowię się nad tą propozycją. Chciałabym się dowiedzieć gdzie jest Valentine oraz co się wydarzyło z tym domem?-Zapytałam opierając się o stół. Jeden z podwładnych przyniósł mi czerwone wino. Nie był Ghoul'em był zwykłym człowiekiem, który walczył o życie. Biedny jakby nie wiedział, że i tak czy siak umrze. 
-Valentine odszedł-powiedział jak wstałam zaskoczona, jak to odszedł rada spojrzała się na mnie, skarbnik chrząknął, aj wróciłam na swoje miejsce-Odszedł po prostu powiedział właściwie napisał, że potrzebuje wakacji i chciałby cię prosić o zasępienie go pod jego nieobecność. Nie określił się kiedy wróci. Dom został przejęty przez młodych bez mistrza są jak to powiedzieć nie rozważne i nie słuchają zasad-dokończył Dean z znużoną miną. Ahh tak czyli to nowi tak nabrudzili... Porozmawiam z nimi. 
-Dobrze do jutra dostaniecie odpowiedź, a teraz idę porozmawiać z niesforną młodzieżą. miło było was wiedzieć-Mówiłam unosząc kieliszek z winem. Napiłam się czułam jak ciecz spływa mi do gardła. odsunęłam krzesło i wyszłam z pomieszczenia. Stary dom wyglądał jak przeniesiony z dawnych czasów. Na korytarzach wsiały wielkie obrazy. Oczywiście mieliśmy wielką posiadłość więc nowi mieszkali w budynku obok chociaż były oznaki dziecinnych zabaw na korytarzach domu.