Rozdział 3
Stałam przed radą nagle jak makiem zasiał wszyscy ucichli. Patrzyłam swoimi czarno-czerwonymi oczami na zgromadzonych. Siedzieli w kółku przy wielkim stole. Przed każdą osobą stało wino lub jak woleli krew. Uśmiechnęłam się i usiadłam przy stole. Znacznie lepiej.
-Więc o co chodzi?-powiedziałam stanowczym tonem. Rada wzywała raz w miesiącu mnie. Pomagałam podejmować decyzje.
-Chcielibyśmy abyś przejęła władzę Pan Valentine nie daje rady-powiedział zastępca Pana Valentine. Zrobiłam zdziwiona minę, JA? Nawet tutaj nie mieszkałam... Czy jest tak źle z moim gatunkiem.
Valentine był już starym rozsądnym mistrzem domu. Rządził tutejszym czarnym rynkiem i to on dogadał się z ludźmi by dostarczać nam pokarm. Jakbym żyła pewnie bym była cała oblana potem. Zachowałam kamienną minę co im odpowiedzieć... Tate zbliżył się do mnie ostrożnie położył dłoń na moim ramieniu. Wciągnęłam powietrze z znanym świstem. Oczywiście nie musiałam tego robić, nie potrzebujemy tlenu by żyć. Ale niektóre zachowania z nami zostają do końca.
-Zastanowię się nad tą propozycją. Chciałabym się dowiedzieć gdzie jest Valentine oraz co się wydarzyło z tym domem?-Zapytałam opierając się o stół. Jeden z podwładnych przyniósł mi czerwone wino. Nie był Ghoul'em był zwykłym człowiekiem, który walczył o życie. Biedny jakby nie wiedział, że i tak czy siak umrze.
-Valentine odszedł-powiedział jak wstałam zaskoczona, jak to odszedł rada spojrzała się na mnie, skarbnik chrząknął, aj wróciłam na swoje miejsce-Odszedł po prostu powiedział właściwie napisał, że potrzebuje wakacji i chciałby cię prosić o zasępienie go pod jego nieobecność. Nie określił się kiedy wróci. Dom został przejęty przez młodych bez mistrza są jak to powiedzieć nie rozważne i nie słuchają zasad-dokończył Dean z znużoną miną. Ahh tak czyli to nowi tak nabrudzili... Porozmawiam z nimi.
-Dobrze do jutra dostaniecie odpowiedź, a teraz idę porozmawiać z niesforną młodzieżą. miło było was wiedzieć-Mówiłam unosząc kieliszek z winem. Napiłam się czułam jak ciecz spływa mi do gardła. odsunęłam krzesło i wyszłam z pomieszczenia. Stary dom wyglądał jak przeniesiony z dawnych czasów. Na korytarzach wsiały wielkie obrazy. Oczywiście mieliśmy wielką posiadłość więc nowi mieszkali w budynku obok chociaż były oznaki dziecinnych zabaw na korytarzach domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz