Rozdział 5
Dziewczyna bezbronnie leżała na ziemi. Dotknęłam jedną z dwóch moich macek jej twarzy by odgarnąć włosy. Ghule mają bardzo dobry słuch i wzrok podczas przemiany. Widzą bardzo dobrze w ciemności, czasami tak właśnie polowaliśmy czekaliśmy na dachach domów, garażach oraz na drzewach my skoczyć na postać i ją zjeść. Podczas przemiany w prawdziwego Ghule'a wyrastają nam macki z dolnej części pleców. Są w różnych kolorach zazwyczaj :czerwone i czarne albo oba kolory naraz. Ilość macek zazwyczaj sięga 3, ale to zależy jak się szkoli osobę. Są dwa typy Ghuli.
Pierwszy gatunek nazywają ich:Wilkami, cechują się zwinnością i szybkością. Ghule szybko regenerują energie oraz obrażenia jakie dostają dlatego trudno jest je zabić. Właśnie ja do nich należę, jako jedna z nielicznych w domy posiadam powyżej 3, a konkretnie to 10 macek. Stary mistrz Valentine miał 13 macek.
Drugi typ tak zwany tytani. Są bardzo odporni na obrażenia, są jak czołgi trudno je zabić oraz są powolne. . Posiadają tylko 2 macki, które zazwyczaj używają jako tarczy. Oba typy Ghuli mają długie macki, które mogą zmieniać długość oraz wielkość.
Kucnęłam koło dziewczyny, podniosłam jej poobijaną twarz. Usłyszałam świst czegoś.Złapałam dziewczynę i skoczyłam z nią do tyłu. W miejscu w, który leżała dziewczyna teraz znajdował się miecz.
-Tate zabierz dziewczynę stąd i przyjdź-powiedziałam podając bezbronne ciało chłopakowi. Ten tylko skinął głową i pobiegł. Dwóch chłopaków trzęsło portkami. Popatrzyłam się na nich nagle się ukłonili, a ja zrobiłam dziwną minę. W drzwiach stać przemieniony Ghul nie znałam go dotąd.
-KTO OTWORZYŁ DRZWI! NIE SKOŃCZYŁEM Z NIĄ!-zaczął się wydzierać. Wyglądał jak jakiś potwór, wielka szczęka z której ciekła ślina. Yłł...Był wielki z dwa metry na sto procent. Osiłki wskazywali na mnie, a ja jak zwykle stałam i nic.
-TY MAŁA DZIEWUCHO!-krzyczał-Chcesz walczyć proszę bardzo wejdź do sali!-dodał wchodząc do niej. Przyjęłam zaproszenie.
-Zawołajcie kolegów będzie przedstawienie jak wasz guru przegrywa.-powiedziałam ruszając za olbrzymem. Ahh stare dobre czasy, chociaż teraz było więcej krwi niż zwykle. Drzwi zatrzasnęły się za mną. Spojrzałam w górę jak zwykle były siedzenia na drugim piętrze by oglądać walki.
-Na pewno chcesz walczyć teraz czy zaczekamy na resztę widowni?-Zapytałam się odgarniając włosy z twarzy. Wyprostowana czekałam na odpowiedź.
-Poczekajmy-powiedział z uśmieszkiem. Te czołgi pewne siebie i wygranej. Dwie moje macki ruszały się delikatnie poczułam, ze następna wyrasta mi z pleców. Strzeliłam jednym palcem. Sala zaczęła się wypełniać osobami.
-Zaczynaj-powiedział przeciwnik. "Z przyjemnością"-pomyślałam Rozpędziłam się. Moje macki były gotowe do ataku, gdy ten wycelował we mnie swoimi. Zrobiłam unik w bok. Jedna z moich macek przebiła jego brzuch na wylot. Przeciwnik złapał za nią i pociągnął przybliżając się do mnie. Skoczyłam na czołga plecy robiąc mu następną dziurę w ciele. Poczułam jak coś łapie mnie za nogę i rzuca z dużą siłą w ścianę.Uderzyłam plecami robiąc zniszczenie w niej. Widziałam jak czołg się śmiał, podniosłam się. Strzeliłam następnym palcem,a z pleców pojawiła się następna macka. Złapała za nogę przeciwnika. Powaliła go na ziemie. Biegłam odbiłam się od podłogi. Krzyknęłam i w jednej chwili wbiłam w to samo miejsce jedną z macek. Druga zatrzymała się na "tarczy" chłopaka. Pozostałe dwie uziemiły jego nogi. Łamiąc mu przy tym kości. Zaśmiałam się słysząc wrzaski przeciwnika. Odbiłam się od chłopaka brzucha, zabierając swoją broń. Był cały w krwi. Dalej chciał walczyć niech mu będzie. Jego macka chwyciła mnie i złamała rękę w pół. Bezwładna część ciała bolała, podniosłam ją w górę i pomachałam. Poczułam jak ręka sama się zrasta.
-To nie boli-mówiłam, podrzuciłam Tytana w górę, mackami robiłam mu dziury w cielę. Wszędzie byłą krew. Chłopak krzyczał w niebo głosy. HAHA!!! -PRZESTAŃ ZABIJESZ MNIE ZABIJESZ!!!-Darł się wszyscy obserwowali to z wielkim skupieniem. Niektórzy kibicowali mi albo czołgowi. Nagle poczułam, że macki wbijają się w sufit. Biedaczek dalej krzyczał. Podziurawiłam go jak ser omijając serce i głowę by go przypadkiem nie zabić. Wyciągnęłam z niego macki, a on spadł na ziemie. Zrobił w niej pęknięcia. Wszędzie była krew. Podeszłam do niego uchyliłam się i odgryzłam kawałek mięsa. Żył ale przez długi czas nie dojdzie do siebie.
-Wygrałam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz