środa, 30 marca 2016

Rozdział 11
Wlepiłam wzrok w nadchodzącego Ghule'a. Był przypakowany i na pewno nie mieszkał tutaj. Możliwe, że pochodził z innego klanu. Z uśmieszkiem na twarzy wpatrywał się we mnie. Mój instynkt podpowiadał mi coś nie było tak jak powinno. Dlaczego odegrał tą szopkę. Nagle zobaczyłam rozciągający się cień po mojej lewej. Ktoś się zbliżał. Wróg czy przyjaciel. Po chwili było czuć zapach ludzkiego mięsa, ktoś wybrał się pobiegać. Nie było czasu na myślenie. Z moich pleców wyrosły kolejny kagun. Rozpędziłam się i zakatowałam nieznajomego. Przy zbliżeniu do niego zrobił unik i moja macka przedarła powietrze centralnie koło jego głowy. Niestety złapał za nią i wykręcił w bok. Poczułam niewyobrażalny ból, który przeszył całe moje ciało. Nie mogłam się ruszyć przez dobre 5 sekund. Przeciwnik to wykorzystał i uderzył mną o ścianę robiąc przy tym ogromną dziurę. Druga wolna macka pociągła go za nogę, nie spodziewał się tego bo nagle upadł  z hukiem na ziemię. Na chwiejnych nogach wstałam  baaaaardzo wkurzona całym zajściem. Czułam jak moja krew przepływa i pulsuje w moim ciele. Strzeliłam palcami, a z pleców wyrosły kolejne 2 macki. Gotowe do ataku. Były przygotowane na każdy ruch. Podchodząc do leżącej osoby wbiłam każdą z kagunów w jego nogi i ręce. Ten wyrywał się i szarpał rozwalają przy tym swoje ciało. Było pełno krwi w dodatku bardzo młodej. Chłopak chciał złapać mnie za macki. Wbijał i podciągał się w góre. Skóra i wszystkie mięśnie się rozrywały 
-Kim jesteś?-Warknęłam nie usłyszałam odpowiedz więc następy kagun wyrósł z moich pleców. Wbijał się delikatnie w brzuch chłopaka. Chciałam jedynie wyciągnąć informacje nie zabić, pomału czułam jak moja zwierzyna przestaje się w końcu ruszać.
-Luke- mówił dławiąc się własną krwią. Może trochę przegięłam
-Czemu mnie zakatowałeś?
-Pachniesz smakowicie.-powiedział wystawiając swoje uzębienie i próbując mnie ugryź w powietrzu. Normalne zachowanie Świeżaków. Wyciągając kaguny  jedną po drugim słyszałam jak skamlał z bólu. Nie wiedziałam co robić, zostawiając go może narazić się na łowców,a z drugiej nie znam go.
-Masz klan? Lub swojego mistrza?
-Co mam?
-Wstawaj... Załatwimy Ci trochę pożywienia
***
**
*
Czułam jak coś było nie tak. Cały czas jakby ktoś nas obserwował. Spojrzałam się na Luka i kazałam ubrać kaptur bo jego oczy nie wróciły do normy. Czerwono-czarne ślepia przerażają wszystkich przechodniów.
-W sumie to gdzie mnie prowadzisz?
-W miejsce gdzie jest więcej takich jak my
-Więcej? Myślałem, że Ghule to tylko pogłoski, a stałem się jednym z nich...
-Większość rzeczy które ludzie uważają za "zmyślone" tak naprawdę są prawdą
-Czyli wilkołaki, czarodzieje i wróżki?
-Dzieci księżyca, magowie tak. Wróżki to małe chochliki. Żadne z tych postaci nie spotkasz w mieście. Wolą odludne życie.-Powiedziałam otwierając furtkę, Luke nie był pewny czy wejść.
-Wchodzisz? Czy raczej chcesz zostać złapany przez łowców?-Mówiłam puszczając drzwiczki. W ostatniej chwili Luke je złapał i przeszedł przez bramę.Chyba myślał, że poczuje różnice. Pamiętam swoje pierwsze wejście do klanu. Ahhhh... Wchodząc po schodach było czuć odór ciała ludzkiego. Trzeba będzie coś z tym zrobić.
-Zapomniałam Ci powiedzieć. Wchodząc tam będziesz musiał wysłuchiwać wszystkich rozkazów "Mistrza", czyli mnie. Naznaczą Cię znakiem klanu. Nie boli. Jesteś pewny, że chcesz wstąpić? Nikogo nie zmusza...
-Tak. Chcę wstąpić jeśli nauczę się nad sobą panować-Powiedział, a ja otworzyłam i wpuściłam go do środka
-Welcome home...Luke.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Rozdział 10
Siedząc na schodach obserwowałam cała sytuację jaka nastała. Z cichego holu nagle nastał chaos, strażnicy nie umieli zbytnio ich wszystkich opanować. Potrzebne będą dodatkowe szkolenia dla całej służby. Gdy nagle gwar panujący ucichł, pomału wstałam i wspięłam się wyżej zrównując swój wzrost z Tatem. Widziałam skierowane z ciekawością oczy, tych starszych jak Świeżaków.
-Ekhem... Dzisiaj  zmieniono mistrza domu. Nasz pan Valentine powierzył to zadanie młodej krwi. Elizabeth-Powiedział jeden z moich mówców. Nigdy Valentine nie mówił nic tylko jego zastępcy albo wyznaczona służba. Nastał wielki szum, w tłumie czerwonych oczu szukałam dobrze mi znanych. Alex nie stawiła się na wezwanie. Westchnęłam cicho ale z powaga przyglądałam się innym. Tate kącikiem oczu spojrzał się na mnie, chcą przekazać mi trochę otuchy. Cóż nie zadziałało, nigdy nie lubiłam przemawiać przed wielkimi tłumami. Peszyło mnie to, chociaż tym razem nie miałam wyjścia.
-Dzień dobry, jak powiedział mój przed mówca jestem nową mistrzynią domu. Co się z tym wiążę? Dużo spraw. Będziemy zmieniać zasady. Od teraz na każde wezwanie starzyzny bez wyjątku macie się wstawić. Ten fakt niektórych może wkurzyć, ale prawda jest taka, ze się tym nie przejmuje. Od jutra  zostaną wznowione nauki sztuk walki dla Ghuli. Nie popieram tego ale trzeba się bronić. Doszły nas słuchy iż zaczęli ginąc członkowie domu. Dla naszego oraz waszego bezpieczeństwa macie podpisać się na liście,  która zaraz będzie rozdana. Proszę podpisać się całym swoim imieniem oraz kiedy dołączyliście do klanu.- mówiłam wszytko bez żadnej pauzy. Gdzie niegdzie widziałam srogo nastawione Ghule. Nie spodobał im się chyba nowe warunek.
-Bym zapomniała kto, źle się podpisze zostanie znaleziony. Uznajmy to za zwykła listę obecności. Nowy regulamin domu zawiśnie w przeciągu paru dni Kto nie będzie się do niego stosować czeka sroga kara.-powiedziałam schodząc powoli. Miałam nadzieje, że wszystko na samym początku zostało wyjaśnione. Dzień po malutko  już się kończył. Jeszcze mogą żyć starym życiem, bez żadnych obowiązków. Nie to co za moich młodzieńczych czasów.  Kto nie potrafił przetrwać zostawał od razu przydzielony do służby.

Czekałam na zewnątrz chwilę na Tate'a który rozmawiał z paroma osobami zanim wyszłam. "Znowu się spóźnia"-pomyślałam otwierając furtkę. Spojrzałam  się jeszcze raz na stary dom. Trzeba będzie remont zrobić dachu oraz odświeżyć kolor na zewnątrz. Nie za ciekawie prezentował się dom. Większość nadnaturalnych myśli, że za bardzo Ghule się wychylają. To bardzo możliwe. Jeszcze raz spojrzałam czy przyjaciel nie szedł. Nikogo nie było drzwiach, zrobiłam jeden krok do starego mieszkania. Było całkowicie ciemno. Księżyc zasłoniły chmury. Jak na letni wieczór było dość niezwykle patrzeć na białe obłąki płynące z wiatrem. Cichy spacer przerwała kłótnia jakiś dziewczyn. Ubliżały sobie jak nie jeden dorosły. Może po 13 lat miały. Gdy mnie zobaczyły to zaczęły do siebie szeptać. Trochę dziwne były, wzruszyłam ramionami i skupiłam się na oddychaniu. Nie potrzebujemy oddychać ale odróżnić by było gorzej. Prawie znajdowałam się przy moim mieszkaniu gdy jakiś chłopak zaczepił mnie.
-Pooomocy!!!-Krzyczał już miałam po prostu go zostawić, kiedy z jego cienia wyłoniła się czarno-czerwony kagune. Instynktownie odskoczyłam na bok i moja macka obroniła mnie od ataku. Syknęłam wpatrując się czerwonymi oczami w osobę wyłaniającą się z cienia.

sobota, 25 kwietnia 2015


Rozdział 9
-Elizabeth uspokój się usiądź, musimy po prostu opracować plan-powiedział wampir opierając się na drugim końcu stołu. Popatrzyłam na niego chodząc w kółko.
-Skąd wiesz, ze będą nas atakować?
-Bo musicie nam pomóc,a oni nas będą ponieważ trochę za bardzo się wychyliliśmy,wy jak widzę też-powiedział, podniósł \teczkę, wyciągnął jakiś pergamin i popchnął w moją stronę. Złapałam papier na samej górze pisało "Regulamin zawarcia sprzymierzenia" -Co to?-dodałam siadając w fotelu.
-To moja droga jak możesz zauważyć podpisana umowa. Musimy ją odnowić jeśli jesteś nowym mistrzem domu-powiedział pokazując swoje kły-Ja też muszę ją podpisać... Krwią jak zwykle. W umowie jest zawarte wszystkie nasze zasady. Czyli pomoc w wojnie, na czarnym rynku i dostarczanie sobie nawzajem jedzenia. Ostatnio  bardzo zaniedbaliśmy ostatni punkt moja i twoja rasa-powiedział wszystko co mówił zgadzało się. Spojrzałam na niego, jakoś się nie przejmował ludźmi.
-Jak tam wasze wojska?
-Oh moje dobrze, twoje nie jak możesz pozwalać na naukę w liceum?! To nie dorzeczne kochanie...Tak wiem co się u ciebie w towarzystwie dzieje. Lepiej sprowadź swój klan CAŁY-powiedział wampir jego informacje mnie zadziwiały.  Czy aż tak jesteśmy przenikliwi odwzajemniłam uśmiech. Tate nagle podniósł wzrok.
-Mam! zaginęło sporo Ghuli parę miesięcy temu nikt się zbytnio nie przejął bo były słabe. Nie znaleźli żadnych oznak jakie by wskazywały walki na żadnych ternach. Tak jakby rozpłynęli się w powietrzu-powiedział opierając się o swoje krzesło przyjaciel.
-Mamy tą samą sytuację-powiedział niski przenikliwy głos. Jak się mogłam domyślić był to sługa Dimitriego pierwszy raz się odezwał.
-Gdzie mam podpisać umowę?-Zapytałam przyglądając się papierowi.
-Na samym dole-powiedział wampir,a ze swojej teczki wyciągnął jakiś długopis ze złota. Podał go słudze,a ten dał mi wskazując miejsce podpisania
-Mogę?-zapytał wskazują na moją dłoń, kiwnęłam głową podają moją rękę. Ten tylko ujął ją delikatnie i wbił długopis w żyłę. Nie bolało. Widziałam jak do środka długopisa wlewa się krew. "On nie żartował"-pomyślałam, kiedy sługa wyciągnął urządzenie z żyły jeszcze kapała ciecz ale jednym ruchem bez odrywania ręki napisałam Elizabeth Blanchard. Podałam długopis oraz umowę słudze, który zaniósł ją swojemu panu. Dimitri zrobił tak samo. Po podpisaniu się pokazał mi papier Było jego imie i nazwisko napisane krwią. Wszystko się zgadzało 
-Która to juz godzinna?-Zapytał patrząc na zegarek wiszący na ścianie.-Musimy wracać, miło było cię zobaczyć Elizabeth-powiedział Dimitri. Wstaliśmy wszyscy oraz wyszliśmy z pokoju narad. 
-Kiedy opiszemy plan?-zapytałam
-Przyślemy kogoś albo sam przyjdę-powiedział po czym pocałował mnie w rękę. Zrobiłam zdziwioną minę, nikt już tak nie robi. Strażnicy otworzyli drzwi podając czarno-czerwony parasol. Służący Dimitriego wyszedł i czekał na mistrza by uchronić go przed słońcem
-Będę czekać z odpowiedzią-powiedziałam do chłopaka, który teraz założyły ciemne okulary.
-Do widzenia Liz-powiedział wsiadając do czarnej limuzyny. Sługa Dimitriego skłonił się i sam wsiadł za swoim panem. 
-Hej ty ochroniarzu sprowdź wszystkich niech się stawią za pół godizn w tym holu kto nie przyjdzie będą różne kary-powiedziałam Tate uśmiechnął się do mnie lekko
-Chcesz listę ludzi tutaj i sprawdzić kto jets przydatny?-zapytał się przyjaciel
-W rzeczy samej przyjacielu inaczej będą mieć kary za sprzeciwianiu się mistrzowi
-Ale jeszcze nie zostało to zatwierdzone-powiedział Tate patrząc się na mnie z zdziwieniem
-Zostało nie widziaęłś podpisanego przeze mnie paktu?-zapytałam śmiejąc się. Podeszłam do schodów i usiadłam na nich

niedziela, 5 kwietnia 2015


Rozdział 8
Poczułam na sobie spojrzenie innych, którzy obserwowali tamtą sytuacje. Dwóch osiłków poszło sobie Alex i Luke rozmawiali o jakiś duperelach, a ja siedziałam w fotelu nudząc się. Rozglądnęłam się do tyłu, gdzie ostatnio widziałam Tate'a. Przyjaciel jak siedział tak sobie siedział, zmieniło się tylko to, że teraz nie było przy nim rudych bliźniaczek. Zastanawiałam się dłuższą chwilę czy zawołać go. Prawie już straciłam nadzieje, kiedy nasze oczy się spotkały. Pomachałam do niego, a ten wstał i szybkim krokiem potruchtał do mnie. Wyszczerzałam swoje białe ząbki. Tate przytulił mnie oraz podniósł bo prawie bym spadła z fotela. Alex odwróciła się patrząc na nas.
-No Alex pamiętasz Tate'a?-Zapytałam wstając, poprawiłam swoją spódniczkę.
-Hmmm... Tate...Coś mi świta ale nie jestem pewna... Hmm-mówiła dziewczyna robiąc zamyśloną minę. Luke patrzył się na Tate jak zagrożone zwierze. Mój przyjaciel uśmiechnął się do niego, a potem potargał moje włosy. Zrobiłam urażoną minę po chwili tylko dźgnęłam go w bok. 
-No ba, że pamiętam to ty jesteś tym chłopakiem, który zawsze jest z Liz i nigdzie od niej nie odchodzi!-Krzyknęła na końcu trochę za głośno. 
-Nie zawsze, po prostu się nią opiekuje-powiedział Tate z wielkim uśmiechem na twarzy. W tej samej chwili ktoś zawołał Luke'a. Chłopak pożegnał się i poleciał do znajomych. Widziałam w oczach Alex, że chce za mną pogadać. W cztery oczy. 
-Możesz mówić Tate nikomu nic nie powie. Prawda?-Spojrzałam pytająco na chłopaka. 
-Będę milczał jak grób
-To dobrze, ale ja Ci nie ufam
-Więc zaufaj mi. Tate zna wszystkie moje tajemnice-mówiłam, a Alex przyglądała się chłopakowi. Chyba chciała się coś dowiedzieć o nim zanim się odważy coś powiedzieć. Szczerze nie chciałam słuchać o Luke bo pewnie będzie mnie wypytywać czy mi się podoba, co o nim sądzę,czy jest odpowiedni dla niej bla bla bla. Tak nie jestem za dobrą przyjaciółką jeśli chodzi o chłopaków.  Zapadła cisza nie było słuchać żadnego szmeru. Rada weszła do salonu, a wokół nich ponad 10 wampirów. Elegancko ubranych, arystokrata się znalazła.
-Panienko Elizabeth? Ma pani gości-powiedział ukazując koło siebie mistrza wampirów, który zakrywał nos.
-Śmierdzi tu-powiedział wampir 
-Wiem coś ważnego, możemy przejść do pokoju obrad-powiedziałam Alex patrzyła się na mnie z bardzo zdziwioną miną, pytającą. Rzuciłam wzrokiem na Ghule nie były zadowolone.
-Nie, chce aby to wszyscy wiedzieli-powiedział wampir cicho dodając- BĘDZIEMY MIEĆ WOJNĘ!-Krzyknął. Każdy patrzył na siebie.
-Jak to wojnę?-pytał się tłum
-Ludzie nadchodzą... Znaczy chcą zabić Wampiry ale do was też przyjdą więc połączmy siły co wy na to!?
WZNAWIAM OPOWIADANIE! 

poniedziałek, 17 listopada 2014

Rozdział 7 
Westchnęłam opadając na wygodny fotel ze sztucznej skóry. To był jeden z najbardziej wygodnych na świecie foteli jak dla mnie, znajdowałyśmy się w wielkim pomieszczeniu tak zwanej "sali gier", jeden z najbardziej odwiedzanych miejsc w domku. Alex usiadła na oparciu. Przede mną znajdował się duży telewizor, gdzie można było zagrać w xbox 360, na kanapie zasiadali najbardziej popularni Ghule nigdy nie zwracałam na nich uwagi ale tym razem było inaczej. Między dwoma rudymi dziewczynami siedział TATE! Woow nie sądziłam, że kiedyś się to wydarzy, był pochłonięty rozmową z nimi. Nawet nie zauważył mojego pojawienia się... Ukradkiem zauważyłam, ze jedna z nich podaje mojemu przyjacielowi czerwony napój. Stąd mogłam wyczuć, że to była KREW!? Przecież Tate nie pije tego, coś mi tu nie grało, czy  zapach tu zabija jego 6 zmysł? Od dawna nie jadł ludzkiego mięsa znaczy tylko od czasu do czasu polujemy razem i jemy ale raczej już się nauczyliśmy jeść ludzkie jedzenie. Dlatego zrobiłam zdziwioną minę.  Nagle na kolana spadła mi Alex, zerknęłam na nią zaskoczona,a ta zaczęła się śmiać jak psychopata. Jej śmiech mnie rozwalał chyba to prawda, ze prawdziwi przyjaciele zostaną z tobą na wieki. Uśmiechnęłam się do przyjaciółki
-Liz ten co właśnie wszedł to on wiesz...-wyszeptała, a reszta zdania została zawieszona w powietrzu. Alex stała mi z kolan i stanęła gdzie znajdował się chłopak, zasłoniła mnie aby się nie dowiedział. Wysoki blondyn z wielkim uśmiechem błyszczących perełek, umięśniony nawet przez koszulkę było widać. Wydawało mi się, że jest bardzo miły i by pasował do Alex. Nagle jakby poczuł moje spojrzenie na sobie bo  zerknął z ukosa na nas. Nie wiedziałam co zrobić to przeczesałam moje jeszcze wilgotne włosy. Chłopak  powolnym krokiem podszedł do nas. Przytulił się do przyjaciółki, stwierdziłam, że to jest bardzo słodkie.
-Hej jestem Luke-powiedział odklejając się od Alex oraz podając mi rękę
-Miło cię poznać jestem Liz-odpowiedziałam odwzajemniając gest. -Liz to moja najlepsza przyjaciółka w wielu bitwach uratowała mi tyłek-Zaśmiała się Alex siadając na swoje miejsce. 
-Ojj dawno to było sto lat temu ?
-Nie bądź taka skromna! Właściwie to zawsze mi pomagasz we wszystkim
-Luke skąd pochodzisz?-zapytałam
-Z Norwegi ale jak miałem 16 lat przeprowadziłem się do tego miasteczka-Mówił trzymając swoje ręce w kieszeniach.-nigdy cię tu jeszcze nie widziałem
-Aaa ja tutaj nie mieszkam znaczy do teraz ra...Ale postanowiłam, ze zmienię zamieszkanie
-Czy ty chciałaś powiedzieć rada? 
-Przesłyszałaś się skarbie-powiedziałam usiłując zdobyć się na uśmiech. Większość osób nie lubi rady sądzą, że to stare zgredy, co nic nie zmieniają i zabraniają wszystkim wszystkiego, ale to nie prawda, może jestem stara i nikt naprawdę nie zna mojego wieku,oprócz Tate'a. Nagle przede mną pojawiło się dwóch osiłków, których wcześniej spotkałam. Przełożyłam nogę na nogę,a  oni upadli na kolana, to był znak, że przepraszają,Alex oraz Luke zrobili zdziwione miny.
-Wstańcie wybaczam wam waszą zniewagę-powiedziałam syczącym i groźnym tonem. 

sobota, 15 listopada 2014

Przepraszam, że nie pisałam mało czasu ;-; ale za to postaram się napisać długi rodział :3, który wynagrodzi wszystkie dni.
________________________________________________________
Rozdział 6
Stałam
pod prysznicem, gorąca woda działa relaksującą na większość żywych istot. Zakręciłam kran i wyszłam odświeżona. Pociągnęłam za ręcznik wiszący niedaleko, wytarłam oraz okryłam się nim. Używałam pokoju jednej z przyjaciółek, która nie wyruszyła na misje. Tak, Ghule mają misje jakoś musimy płacić rachunki. Niektórzy z nas po prostu zarabiają jak normalni ludzie, a niektórzy pracują dla różnych organizacji jak na przykład najemników albo snajperów. Jesteśmy niezawodni! Wracając złapałam za położone na podłodze ubrania. Przyjaciółka ubierała się skąpo, znała swoje atuty i nie znała umiaru.Moje stare ubrania były całe z krwi, a bluzka cała poszarpana.  Ubrałam skąpą bieliznę, założyłam przylegającą do ciała bluzkę z sporym dekoltem. Dziewczyna była ode mnie niższa co oznaczyło, ze spodni mi nie pożyczy... Musiałam włożyć na siebie przed kolano zieloną spódniczkę w kratkę. Była minimalne za mała ale jednak to już było lepsze. Przyjaciółka miała na imię Alex zawsze chciała każdemu pomagać. Chciała poprawić swoje błędy z przeszłości. Alex dała mi jeszcze jej czarne podkolanówki stwierdzając, że będę wyglądać lepiej. Jakby mnie moda obchodziła. Usłyszałam otwieranie się drzwi od łazienki, a w nich stała od ucha do ucha uśmiechnięta dziewczyna. Miała blond włosy spięte w dwa warkocze, jej zielone oczy jarzyły się jak dwa promyczki. -Liz trzymałam za ciebie kciuki chodź szybko-pospieszyła mnie dziewczyna. Wycierałam właśnie swoje kruczo-czarne włosy.Były wilgotne i teraz się kręciły. Dziwnie się czułam w spódnicach albo w sukienkach. Większość dziewczyn nie miało z tym problemów... -Alex czy nie wyglądam zbyt wyzywająco?-Zapytałam się jakbym żyłą pewnie bym się zarumieniła. Założyłam swoje glany -Oczywiście, ze NIE-krzyknęła przyjaciółka pewnie przodkowie przewracają się w grobach. Na szczęście miałam kurtkę w której znajdował się telefon i klucze. Złapała mnie za rękę i wyprowadziła na korytarz. Nie było w starej rezydencji Ghuli za dużo osób. Większość spędzała czas grając na konsolach w pokoju gier jeden z największych pokoi w drugim budynku.
-Liz jak dawno się nie widziałyśmy chyba od ostatniej misji. Wiesz ile rzeczy się zmieniło w domu pokarze ci... Zrobili nam basen rada się zgodziła! Podobno jakiś Ghul w naszym wieku ich przekonał i możemy chodzić nareszcie do liceum albo na studia znaczy te starsze-Mówiła Alex z zadowoleniem w głosie pamiętam jak cały czas rozmawiała ze mną, że wróciłaby do szkoły. Chciałaby żyć jak zwykły człowiek. Ale nie wie o tym, że ja jestem jedną z głównych w radzie,a teraz jeszcze będę mistrzem domu. Czyli już nie będzie więcej spacerów samej po świecie żywych wychodzenia bez straży bo ktoś albo coś może mnie zakatować. Sama sobie jak widać radze bez pomocy. Kopnęłam drzwi przede mną , które prowadziły do drugiego budynku. Ta część domu różniła się całkowicie. Bardziej śmierdziało krwią. Mój nos nie był przyzwyczajony do tego zapachu. Zerknęłam na Alex wyglądała na bardziej ogarniętą oraz wydoroślała.
-Jak tam twoje życie miłosne?-zapytałam zawsze miała dużo adoratorów.
-Liz no wiesz znalazłam jedynego w swoim rodzaju ale on woli sex bez zobowiązań-odpowiedziała otworzyłam buzie omggg ale jednak szybko się wyprostowałam i chrząknęłam. 

środa, 5 listopada 2014

Rozdział 5 
 Dziewczyna bezbronnie leżała na ziemi. Dotknęłam jedną z dwóch moich macek jej twarzy by odgarnąć włosy. Ghule mają bardzo dobry słuch i wzrok podczas przemiany. Widzą bardzo dobrze w ciemności, czasami tak właśnie polowaliśmy czekaliśmy na dachach domów, garażach oraz na drzewach my skoczyć na postać i ją zjeść. Podczas przemiany w prawdziwego Ghule'a wyrastają nam macki z dolnej części pleców. Są w różnych kolorach zazwyczaj :czerwone i czarne albo oba kolory naraz. Ilość macek zazwyczaj sięga 3, ale to zależy jak się szkoli osobę. Są dwa typy Ghuli. 
Pierwszy gatunek nazywają ich:Wilkami, cechują się zwinnością i szybkością. Ghule szybko regenerują energie oraz obrażenia jakie dostają dlatego trudno jest je zabić.  Właśnie ja do nich należę, jako jedna z nielicznych w domy posiadam powyżej 3, a konkretnie to 10 macek. Stary mistrz Valentine miał  13 macek.
Drugi typ tak zwany tytani. Są bardzo odporni na obrażenia, są jak czołgi trudno je zabić oraz są powolne. . Posiadają tylko 2 macki, które zazwyczaj używają jako tarczy. Oba typy Ghuli mają długie macki, które mogą zmieniać długość oraz wielkość. 
Kucnęłam koło dziewczyny, podniosłam jej poobijaną twarz. Usłyszałam świst czegoś.Złapałam dziewczynę i skoczyłam z nią do tyłu. W miejscu w, który leżała dziewczyna teraz znajdował się miecz.
-Tate zabierz dziewczynę stąd i przyjdź-powiedziałam podając bezbronne ciało chłopakowi. Ten tylko skinął głową i pobiegł. Dwóch chłopaków trzęsło portkami. Popatrzyłam się na nich nagle się ukłonili, a ja zrobiłam dziwną minę. W drzwiach stać przemieniony Ghul nie znałam go dotąd. 
-KTO OTWORZYŁ DRZWI! NIE SKOŃCZYŁEM Z NIĄ!-zaczął się wydzierać. Wyglądał jak jakiś potwór, wielka szczęka z której ciekła ślina. Yłł...Był wielki z dwa metry na sto procent. Osiłki wskazywali na mnie, a ja jak zwykle stałam i nic.
-TY MAŁA DZIEWUCHO!-krzyczał-Chcesz walczyć proszę bardzo wejdź do sali!-dodał wchodząc do niej. Przyjęłam zaproszenie. 
-Zawołajcie kolegów będzie przedstawienie jak wasz guru przegrywa.-powiedziałam ruszając za olbrzymem. Ahh stare dobre czasy, chociaż teraz było więcej krwi niż zwykle. Drzwi zatrzasnęły się za mną. Spojrzałam w górę jak zwykle były siedzenia na drugim piętrze by oglądać walki. 
-Na pewno chcesz walczyć teraz czy zaczekamy na resztę widowni?-Zapytałam się odgarniając włosy z twarzy. Wyprostowana czekałam na odpowiedź.
-Poczekajmy-powiedział z uśmieszkiem. Te czołgi pewne siebie i wygranej. Dwie moje macki ruszały się delikatnie poczułam, ze następna wyrasta mi z pleców. Strzeliłam jednym palcem. Sala zaczęła się wypełniać osobami.
-Zaczynaj-powiedział przeciwnik. "Z przyjemnością"-pomyślałam Rozpędziłam się. Moje macki były gotowe do ataku, gdy ten wycelował we mnie swoimi. Zrobiłam unik w bok. Jedna z moich macek przebiła jego brzuch na wylot. Przeciwnik złapał za nią i pociągnął przybliżając się do mnie. Skoczyłam na czołga plecy robiąc mu następną dziurę w ciele. Poczułam jak coś łapie mnie za nogę i rzuca z dużą siłą w ścianę.Uderzyłam plecami robiąc zniszczenie w niej. Widziałam jak czołg się śmiał, podniosłam się. Strzeliłam następnym palcem,a z pleców pojawiła się następna macka. Złapała za nogę przeciwnika. Powaliła go na ziemie. Biegłam odbiłam się od podłogi. Krzyknęłam i w jednej chwili wbiłam w to samo miejsce jedną z macek. Druga zatrzymała się na "tarczy" chłopaka. Pozostałe dwie uziemiły jego nogi. Łamiąc mu przy tym kości. Zaśmiałam się słysząc wrzaski przeciwnika. Odbiłam się od chłopaka brzucha, zabierając swoją broń.  Był cały w krwi. Dalej chciał walczyć niech mu będzie. Jego macka chwyciła mnie i złamała rękę w pół. Bezwładna część ciała bolała, podniosłam ją w górę i pomachałam. Poczułam jak ręka sama się zrasta. 
-To nie boli-mówiłam, podrzuciłam Tytana w górę, mackami robiłam mu dziury w cielę. Wszędzie byłą krew. Chłopak krzyczał w niebo głosy. HAHA!!! -PRZESTAŃ ZABIJESZ MNIE ZABIJESZ!!!-Darł się wszyscy obserwowali to z wielkim skupieniem. Niektórzy kibicowali mi albo czołgowi. Nagle poczułam, że macki wbijają się w sufit. Biedaczek dalej krzyczał. Podziurawiłam go jak ser omijając serce i głowę by go przypadkiem nie zabić. Wyciągnęłam z niego macki, a on spadł na ziemie. Zrobił w niej pęknięcia. Wszędzie była krew. Podeszłam do niego uchyliłam się i odgryzłam kawałek mięsa. Żył ale przez długi czas nie dojdzie do siebie.
-Wygrałam

wtorek, 4 listopada 2014

Rozdział 4
Zastanawiałam się dlaczego nikt już nie słucha poleceń starszych w tamtym miesiącu zakazaliśmy im sprowadzać więcej ludzkich ciał. Westchnęłam może oni potrzebują jakiegoś wzoru do naśladowani albo to jest ich bunt zaniedbywania... Kiedyś to każdy jeden Ghoul znał podstawy sztuki walk teraz jest ich za dużo. Na samym początku było cztery nowicjusze. Teraz się dziwnie rozmnożyły w tych czasach jest więcej przestępstw i tak ich życie każe."Wiecznie głodni wiecznie zabójcy" dawno temu powiedział mi to jeden z łowców podziemnych. No niestety teraz nie żyję znaczy dobrze, że nie żyje. 
-Tate oni potrzebują przywódcy...Czy mi się uda nim zostać?-Zapytałam patrząc na zamyślonego chłopaka. Ten tylko uśmiechnięty rozczochra moje czarne włosy. 
-Oczywiście, że tak czemu nie nie znam innej tak zawziętej osoby jak ty, a jak jacyś będą się buntować zawsze można ich zabić ponownie -powiedział zaśmiałam się, Ghule zabijają osoby ze swojego gatunku, które zagrażają innym. Nikt nie pozwoli by sekret się wydał! Mam to we krwi znaczy mamy to zakodowane w naszych mózgach. Czasami zdarza się, że osoby zostały zamordowane przez Ghule i czują do nich nienawiść. Pomagamy takim osobą zjadamy je.
 Usłyszałam krzyk dużo krzyków... Popatrzyłam na Tate i razem zaczęliśmy biegnąć w kierunku hałasu. Zobaczyliśmy jak dwaj wysocy dobrze zbudowani mężczyźni(ghul'e) wypychają bezbronną dziewczynę z naszego gatunku do sali dawnej treningowej.
Krzyczała"Wypuście mnie on mnie zabijeeee !!! Pomocyyy!!!" Chłopacy trzymali drzwi. Stanęłam przed nimi. Oni z zdziwioną miną patrzyli na siebie, a potem na mnie.
-Co tu sie dzieje?-Zapytałam jak tylko mogłam by nie wybuchnąć.
-Nic uczymy walczyć przyjaciółkę-odpowiedział jeden z siłaczy. Popatrzyłam na drzwi, które prawie się wyważyły. Coś ogromnego musiało walnąć w nie. 
-Naprawdę,a niby w jaki sposób?
-A w taki jaki ty nowicjuszko nigdy się nie dowiesz. Wolisz nie wiedzieć chyba, ze chcesz sama zginąć. Tylko najsilniejsi z naszego gatunku mogą żyć!-Powiedział krótko ścięty blondyn o brązowych oczach ja nowicjuszka chyba śnię! Prychnęłam, spojrzałam na Tate prawie co powstrzymywał się od śmiechu. 
-Czy wy wgl jesteście świadomi do kogo mówicie?-Zadałam znowu pytanie pokręcili głową i zaczęli się śmiać... Bardzo zabawne
-Otwórzcie ładnie proszę, potem nie będzie wyjścia-powiedziałam moje oczy zmieniły kolor. Osiłków także gratulacje potrafią na zawołanie zmieniać. 
-Spier*alaj-powiedzieli oboje Blondyn nie ruszył się jego kolega ani trochę miał ciemną opaleniznę i jasnobrązowe włosy. Po tych słowach się wkurzyłam nagle z moich pleców wyrosły dwie "Macki" Umieszczone na dole kręgosłupa. Poczułam jak zęby stają się twarde. Ghule mogą złamać kość przy pomocy zębów. Moja przemiana jeszcze nie była dokończona chociaż czułam się świtanie kiedy
widziałam strach w oczach osiłków. Teraz zrobili krok do tyłu. Jedną z macek otworzyłam drzwi. Z nich wyleciała prawie cała w krwi dziewczyna.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Rozdział 3
Stałam przed radą nagle jak makiem zasiał wszyscy ucichli. Patrzyłam swoimi czarno-czerwonymi oczami na zgromadzonych. Siedzieli w kółku przy wielkim stole. Przed każdą osobą stało wino lub jak woleli krew. Uśmiechnęłam się i usiadłam przy stole. Znacznie lepiej. 
-Więc o co chodzi?-powiedziałam stanowczym tonem. Rada wzywała raz w miesiącu mnie. Pomagałam podejmować decyzje.
-Chcielibyśmy abyś przejęła władzę Pan Valentine nie daje rady-powiedział zastępca Pana Valentine. Zrobiłam zdziwiona minę, JA? Nawet tutaj nie mieszkałam... Czy jest tak źle z moim gatunkiem. 
Valentine był już starym rozsądnym  mistrzem domu. Rządził tutejszym czarnym rynkiem i to on dogadał się z ludźmi by dostarczać nam pokarm. Jakbym żyła pewnie bym była cała oblana potem. Zachowałam kamienną minę co im odpowiedzieć... Tate zbliżył się do mnie ostrożnie położył dłoń na moim ramieniu. Wciągnęłam  powietrze z znanym świstem. Oczywiście nie musiałam tego robić, nie potrzebujemy tlenu by żyć. Ale niektóre zachowania z nami zostają do końca.
-Zastanowię się nad tą propozycją. Chciałabym się dowiedzieć gdzie jest Valentine oraz co się wydarzyło z tym domem?-Zapytałam opierając się o stół. Jeden z podwładnych przyniósł mi czerwone wino. Nie był Ghoul'em był zwykłym człowiekiem, który walczył o życie. Biedny jakby nie wiedział, że i tak czy siak umrze. 
-Valentine odszedł-powiedział jak wstałam zaskoczona, jak to odszedł rada spojrzała się na mnie, skarbnik chrząknął, aj wróciłam na swoje miejsce-Odszedł po prostu powiedział właściwie napisał, że potrzebuje wakacji i chciałby cię prosić o zasępienie go pod jego nieobecność. Nie określił się kiedy wróci. Dom został przejęty przez młodych bez mistrza są jak to powiedzieć nie rozważne i nie słuchają zasad-dokończył Dean z znużoną miną. Ahh tak czyli to nowi tak nabrudzili... Porozmawiam z nimi. 
-Dobrze do jutra dostaniecie odpowiedź, a teraz idę porozmawiać z niesforną młodzieżą. miło było was wiedzieć-Mówiłam unosząc kieliszek z winem. Napiłam się czułam jak ciecz spływa mi do gardła. odsunęłam krzesło i wyszłam z pomieszczenia. Stary dom wyglądał jak przeniesiony z dawnych czasów. Na korytarzach wsiały wielkie obrazy. Oczywiście mieliśmy wielką posiadłość więc nowi mieszkali w budynku obok chociaż były oznaki dziecinnych zabaw na korytarzach domu. 

niedziela, 26 października 2014

Rozdział 2
Zazwyczaj rozmawialiśmy z Tate'em kiedy szliśmy gdziekolwiek ale nie tym razem. Nie lubiłam gorąca, chociaż jak byłam młodsza mogłam siedzieć cały dzień w słońcu. Przechodziliśmy koło 16 latek wymalowanych, które wyglądały na 19. Co się dzieje z tym światem. Nawet zombie by tego nie dotknął, chociaż ludzie kochają "tapeciary". 
Czasami, przed zjedzeniem człowieka pytałam się "czym jestem?" odpowiadali,że stawiają na wampira albo jakiś rodzaj zombie. Zawsze się z nich śmiałam wampiry wypijają krew z człowieka,a my jemy jego ciało. Często ze sobą współpracujemy. Oni znajdują ludzi i karmią się nimi, Ghul'e dostają posiłek oraz tuszują dowody zbrodni. Żywi na nas polują na istoty z świata podziemia. Jest nas mało, jesteśmy gatunkiem na wyginięciu! Nas powinno się chronić...
Poczułam szturchnięcie w ramię spojrzałam się na osobę, która zrobiła to. Przyjaciel ze swoim dziwnym uśmieszkiem starał sie nie śmiać.
-Czoś się stało?-Spytałam z zabójczym spojrzeniem
-Tak zaraz będziemy na miejscu, a ty nic nie mówisz. Wiesz to jest dziwne-Odpowiedział z dziwną miną jakiej jeszcze nie widziałam. Pomieszana z opiekuńczym spojrzeniem i z szczęściem? Mało było Ghoul'i zadowolonych ze swojego życia. -Nie martw się, jakby było coś nie tak powiedziałabym ci to-rzekłam i przytuliłam się do niego.Przed moimi oczami pojawił się jeden z najstarszych domów w mieście. W tym budynku mieszkało większość nowicjuszy. Pchnęłam starą zerdzewiała furtkę. Jak zwykle znajome skrzypienie przywitał mnie dom. W powietrzu było czuć śmierć oraz intensywny zapach metalu.Chodnik prowadzący na werandę domu był popękany w niektórych miejscach.Szybkim krokiem dotarliśmy do drzwi, zapukałam. Po chwili jeden z przedstawicieli ochroniarzy uchylił lekko wrota. 
-Kim jesteś i czego tu szukasz?-Zapytał się zrobiłam groźną minę.-Co miesiąc mnie widzisz...Otwieraj-powiedziałam, po pchnęłam drzwi. Ochroniarz cofnął się robiąc groźną minę.
-Spokojnie młody bo cię mama nie pozna-powiedziałam, Tate nigdy nic nie mówił. Dom przypominał jakiś chlew. Na podłodze rozlana krew, człowieka albo ghula...  Poszłam do sali narad. Większość osób już była, czekali na mnie. -Co tu się dzieje!

sobota, 25 października 2014

Rozdział 1
Własnie rozpoczynały się wakacje. Wszyscy świętowali z tego błahego powodu. Dzieci hałasowały na podwórku. Ja sama siedziałam na balkonie był taki upał, ze nie dało się wytrzymać. Każde okno było otwarte by sprowadzić namiastkę chłodu do mieszkania. W głośnikach komputera można było usłyszeć "Guns and Roses". Byłam głodna, a głodny człowiek (znaczy jeśli można mnie uznać jeszcze za człowieka) to zły człowiek. Poprawiłam swoje czarne włosy snując się po korytarzu. Dotarłam do lodówki pociągnęłam klamkę. Ujrzałam zapakowane hermetycznie mięso. Mniaam... Ślinka cieknie na ten widok. Wyciągnęłam jeden z woreczków -Ludzkie mięsoo-powiedziałam do siebie, oczy zmieniły kolor na czarny,a obramowanie tęczówki zmieniło kolor na czerwony. Ten zapach aż przyprawiał mnie do szaleństwa! Rozerwałam woreczek, a zawartość położyłam na talerzu. Wyciągnęłam widelec z szuflady. Usłyszałam pukanie do drzwi.. Uhggg w spokoju mi nie pozwolą zjeść. Włożyłam talerz do lodówki zamykać ją przy tym. Przeczesałam włosy. Oczy miały już ten sam kolor- morski. Podeszłam do drzwi. Otworzyłam je,a w nich stała sąsiadka skarżąca się na hałas. Powiedziała, ze zaskarży mnie, pewnie niech sobie robi co chce. Kobieta swoim jakże kaczkowatym krokiem poszła do swojego domu. Trzasnęłam drzwiami. Mam to gdzieś do 22 mogę robić co chce! Ale jej i tak to cholera nie obchodzi. Wróciłam do kuchni wyciągnęłam talerz. Wzięłam mięso do ręki i dogryzałam kawałek. Jedno z moich ulubionych zajęć. Usłyszałam jak ktoś krzyczał moje imię "Elizabeth". Wyjrzałam przez okno w salonie na podwórku stał chłopak. Właściwie w moim wieku. Wyglądał na tyle. Nagle poczułam się jak tego okropnego dnia...
 Stałam tak rozmawiając i śmiejąc się. Chłopak miał na imię  Leonardo. Chociaż każdy nazywał go Leo... Wyszliśmy na kawę potem do kina. Leo nie odprowadził mnie do domu szłam sama ulicami miasta. Stwierdziłam iż nikogo nie ma o 24 w nocy więc pójdę skrótem. Jednej w uliczce czaiła się zamaskowana postać. Była cała w krwi... Pisnęłam ze strachu zaczęłam uciekać ale mnie dogonił, złapał i skręcił mi kark. Po paru latach wróciłam. Przebudziłam się jako istota, która pragnęła zabijać i jeść ludzkie mięso. Pierwszą osobą był człowiek, który zabił mnie. Miał dwójkę dzieci oraz żonę. Fajna rodzinka. Pragnęłam zemsty, miałam szanse i ją wykorzystałam. Zabiłam,a potem zjadłam mojego zabójce. Ale to dziwnie brzmi. Nie wiedziałam gdzie się udać... Szłam całymi dniami i nocami. Jadłam ile się dało. Aż trafiłam na osobę taką jak ja Tate mi pomógł ze wszystkim stworzyć nową osobę, wyprowadziliśmy się do Anglii nikt nas nie znał. Mieszkaliśmy razem aż do dzisiaj.
Pomachałam mu, zniknęłam w głębi domu. Wyłączyłam muzykę. Zabrałam swoje rzeczy:klucze telefon oraz kurtkę. Ubrałam buty i wyszłam. Tate czekał w miejscu, gdzie go widziałam. Z uśmiechem na twarzy przytuliłam chłopaka. Dzisiaj mieliśmy iść na spotkanie rady. Każda osoba z słonościami do zabijania czy jedzenie ludzkiego mięsa proszona była o przyjście.